szukajka

Solutions4ad - Vikings War of Clans

Recenzja gry "Hero Zero"

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

 

Przychodzę do Was z recenzją pewnej gry przeglądarkowej, o której słyszałam już jakiś czas temu i na własnej skórze postanowiłam przekonać się, czy przypadnie mi do gustu. Gra, o której mówię to „Hero Zero”. Jak sama nazwa wskazuje wcielamy się w niej w rolę bohatera, lecz nie byle jakiego, bo od podstaw stworzonego przez nas. Bohater, którego tworzymy, zaczyna od paradowania po mieście w samej bieliźnie i to od nas zależy, czy zdobędzie wymarzoną pelerynę, kombinezon i broń. Na start dostajemy monety, lukrowane oponki, które stanowią cenną walutę w grze i sporo misji do wykonania.

W jaki sposób możemy rozwijać naszego bohatera? Mamy na to wiele sposobów! Aby zdobyć cenne punkty doświadczenia, które podbijają nasz poziom, możemy wykonywać misje, walczyć z innymi graczami, brać udział w pojedynkach ligowych. Wykreowanemu bohaterowi możemy zwiększać umiejętności wykorzystując do tego monety lub, jak na prawdziwego herosa przystało, trenować go w piwnicy. Gra umożliwia nam nawiązywanie kontaktu z innymi uczestnikami poprzez wymianę wiadomości czy łączenie się w drużyny.

„Hero Zero” spodobało mi się, ponieważ jest luźną formą wypełniania czasu wolnego. Sprawdza się idealnie, jako niezbyt angażująca czasowo rozrywka, gdyż naszego bohatera możemy expić wysyłając go na misję, jednocześnie zajmując się innymi rzeczami. Na ogromny plus zasługuje komiksowa, kolorowa grafika, która uprzyjemnia rozgrywkę. Nie mogłabym nie wspomnieć o smaczkach, na których „Hero Zero” jest zbudowane. Tak naprawdę, nasz bohater z dzielnymi herosami na miarę Marvelowskich komiksów niewiele ma wspólnego. Ubiera się w Lumpeksie, żywi się fastfoodami i rozwiązuje sąsiedzkie problemy z ubezpieczycielami, lecz właśnie to sprawia, że lubię go jeszcze bardziej i z dużą przyjemnością będę rozwijać jego umiejętności.

A jeśli chcielibyście zagrać razem ze mną, klikajcie w banner na górze, twórzcie swojego bohatera i szukajcie gracza o nicku: MitycznyTalent :)

Komentarze obsługiwane przez CComment

Nowości - Recenzje

 Miedziana rękawica

 

Całkiem niedawno, bo 6 lipca, dzięki wydawnictwu Albatros, na półkach księgarni pojawiła się nowa pozycja z gatunku fantasy, jaką jest „Miedziana rękawica” autorstwa Holly Black i Cassandry Clare. Obie autorki stworzyły już wiele interesujących opowieści (m.in. "Dary Anioła", czy "Kroniki Spiderwick"), a teraz jest dostępny także ich drugi, wspólny tom z serii „Magisterium”- kolejnej magicznej furtki znajdującej się w świecie rzeczywistym.

„Miedziana rękawica” jest kontynuacją przygód Calluma i jego przyjaciół, którzy są uczniami szkoły dla czarodziejów- Magisterium. W pierwszej części sagi dowiadujemy się, że główny bohater skrywa sekret, z którym nie do końca potrafi się pogodzić. Dodatkowo jest wystawiony na wiele prób, mających ukazać kim tak naprawdę jest. Czy zdoła je przejść? Czy przyjaźń i miłość przetrwają ciężki okres? I co do tego ma tytułowa, miedziana rękawica?

 

 

Paulina

Paulina

 

Moją uwagę w powieści, przykuł niezwykle lekki język, który sprawia, że książkę chłonie się niczym tabliczkę czekolady. Chcesz zjeść kawałek, lecz nim się obejrzysz znika cała. Mimo, iż język jest prosty, powieść nie staje się przez to infantylna.

Cały cykl „Magisterium” skierowany jest do odbiorców w wieku 12-17 lat, jednak jestem pewna, że starsi czytelnicy również znajdą w nim coś dla siebie. W serii pojawia się wiele uniwersalnych wartości, takich jak miłość, lojalność, czy przyjaźń, które nie tracą na znaczeniu zarówno u młodzieży, jak i dorosłych.

„Miedziana rękawica” zaskoczyła mnie pozytywnie swoim podobieństwem do, tak dobrze mi znanej, sagi o Harrym Potterze. Mimo tego, posiada ona swój odrębny charakter. Dzięki niemu, mogłam przenieść się do świata wykreowanego przez autorki i wraz z bohaterami poczuć niesamowitą bliskość przyrody, spróbować porostów, czy spotkać na swej drodze żywiołaka. Powieść pozwoliła mi, na chwilę, stać się dzieckiem i wciągnęła w zawrotne tempo akcji.

Na pierwszy rzut oka, wydawało mi się, że książka Cassandry Clare i Holly Black, będzie dla mnie zbyt dziecinna, jednak z przyjemnością mogę przyznać, że się myliłam. Jestem ciekawa kolejnych części sagi „Magisterium” i ekranizacji, której chce się podjąć studio Constantin Films. Was również zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł i przekonania się, że seria dla  młodzieży może podbić serce nawet dorosłego czytelnika.

 

 


Dawid

Dawid

 

Kontynuację historii Calluma Hunta i jego przyjaciół czytałem z ogromną lekkością, pomimo trudnych warunków otoczenia. Akcja powieści prawie od samego początku toczy się dynamicznie przeskakując w kolejne lokalizacje i serwując przy tym sporo pokazów czarodziejskich umiejętności. Jest to niewątpliwie dobre rozwiązanie, żeby zaciekawić czytelnika. W książce znajduje się wiele barwnych opisów, które całkowicie pochłonęły moją uwagę i przeniosły mnie w wyobraźni do innego świata.

Niestety lektura nie wymagała ode mnie przerw na przemyślenia. Pewne powtarzalne schematy sprawiły, że rozwiązanie wielu wątków potrafiłem przewidzieć już na chwilę po ich rozpoczęciu, co jest zmorą dla każdego, bardziej oczytanego odbiorcy.

Interesujący jest konflikt wewnętrzny głównego bohatera, który zapoczątkowały wydarzenia z tomu pierwszego. Sprawia on, że całość czytałem przez jego pryzmat i starałem się zebrać argumenty wspólnie z młodym Callem.

Książkę „Miedziana Rękawica” określiłbym jako przyjemną powieść z nutką fascynacji dla młodszych czytelników oraz tych szukających lekkiej rozrywki w chwili relaksu.

 

 

 

Strażnicy Galaktyki vol.2

 

4 maja premierę miała kolejna część Marvelowskiej opowieści o kosmicznych bohaterach- „Strażnicy Galaktyki vol.2”. W filmie pojawiła się znana z pierwszej części grupa przyjaciół, jednak nieco zmieniona i powiększona o inne postaci. Jak w przypadku poprzedniej ekranizacji, i tym razem, nieustraszony skład musiał stawić czoła przeciwnościom i ocalić Galaktykę.

 

 

 

 

Do kin weszła właśnie druga część Strażników Galaktyki. Marvel serwuje nam przygody zgranej paczki przyjaciół, która ponownie stawia czoło wielkiemu niebezpieczeństwu i robi to w świetnym stylu.

Akcja w filmie jest na najwyższym poziomie. Połączenie technologii Sci-Fi, niewiarygodnych umiejętności bohaterów i dynamicznych animacji sprawiło, że momentami przenosiłem się na pole walki. W większość scen, również tych spokojnych, wpleciony był akcent humorystyczny, który został dobrany w tak odpowiedni sposób, że nie powodował przesytu i miło witałem każdy kolejny.

Jak na film akcji, tej jednak nie było wcale tak dużo. Środkowa część seansu skupiła się na relacjach między poszczególnymi bohaterami. Poprzez pokonywanie trudności wzmacniali oni swe więzi, co było kluczowe dla osiągnięcia sukcesu. W międzyczasie dowiedzieliśmy się dużo o ich historii, charakterze i motywach. Nabyliśmy sympatii do awanturników, którzy odnaleźli w sobie rodzinę, jakiej nigdy nie mieli. Całość skończyła się w sposób, który sprawił, że łezka zakręciła się w oku, czego wcale się nie spodziewałem.

W „Strażnikach Galaktyki vol. 2” znalazłem sporo świetnej zabawy, ciekawe dopełnienie i emocjonujący finał, czyli wszystko czego mogłem oczekiwać od tego typu produkcji.

 

 

 

 

Teza mówiąca, że drugie części filmów są słabsze od pierwszych, nie zawsze jest słuszna. Tym razem mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że „Strażnicy Galaktyki vol.2” byli produkcją zrobioną nieco lepiej. Oglądając najnowszą część czułam wiele skrajnych emocji, od radości aż po smutek.

Zupełnie inaczej postrzegałam niektóre postaci, przez co, w tej części, zaczęłam bardziej doceniać  Małego Groota i Draxa, a nie jak w pierwszej części Petera Quill’a. Doszło też kilka nowych postaci, jak na przykład Ego, który, co ciekawe, nawet na chwilę nie wzbudził mojej sympatii.

Część druga obfitowała w dużo więcej żartów, zrobiona była bardziej komediowo, niż pierwsza. Nie zabrakło w niej także znanych utworów, które w znaczny sposób tworzyły klimat filmu. Już od pierwszej sceny, muzyka stanowiła ważny element całości.

Nie spodziewałam się, że typowo rozrywkowa produkcja będzie w stanie wywołać we mnie smutek i wilgotne oczy, jednak twórcy dołożyli wszelkich starań, by film nie opierał się jedynie na pustym humorze. Dzięki sprytnym manewrom na uczuciach widza, wiele postaci zyskało w moich oczach, choć początkowo nie spodziewałam się, że mogą się oni zmienić.

Jeśli jeszcze wahacie się czy iść do kina, to przestańcie! „Strażnicy Galaktyki vol.2” zdecydowanie są warci obejrzenia i przypadną do gustu nie tylko fanom twórczości Marvela.

 

 

 

                                                                                      Kształt wody

 

Niedawno, bo 16 lutego 2018 roku do kin weszło najnowsze dzieło Guillermo del Toro, reżysera takich filmów, jak „Labirynt Fauna” czy „Hellboy”. Tym razem z pod jego pióra wyszło fantasy z elementami dramatu i kryminału- „Kształt wody”. Historia opowiada o losie wodnego, człekokształtnego stwora, który trafia w ręce naukowców i niemej kobiety dostrzegającej w nim ludzką naturę.

Oglądając zwiastun „Kształtu wody” spodziewałam się całkiem niezłego filmu, lecz teraz otwarcie mogę stwierdzić, że przerósł on moje oczekiwania. Była to jedna z lepszych produkcji, jakie ostatnio widziałam.

Na szczególną uwagę zasługuje koncepcja filmu, który choć jest fantastyczny, to nie przypomina większości dzieł tego gatunku. Może być to zasługą bardzo mocnego ukazania realizmu. To co się z nim wiąże to naturalizm, który reżyser serwuje nam od pierwszych minut. Odziera ze wstydu główną bohaterkę, dzięki czemu już od początku między Elizą a widzem buduje się mocna więź. W filmie nie ma tematów tabu. Seks, przemoc, samotność, to obrazy, którymi zostajemy otoczeni. O ile taki ekshibicjonizm jest dużą zaletą produkcji, o tyle ilość, nie zawsze uzasadnionej przemocy, nie do końca trafia w moje gusta.

Na duży plus zasługuje klimat filmu, który utrzymany jest w latach 60-tych. Nie ma w nim zbędnych efektów specjalnych, czym często chwalą się producenci wielu dzieł fantasy. Dzięki mnóstwu elementów, takich jak kolorystyka „Kształtu wody”, czy nawiązania do starych musicali, możemy, razem z bohaterami znaleźć się w tamtych czasach.

Kolejną rzeczą, która zachwyciła mnie w filmie, jest duża wrażliwość, jaką budowała postać głównej bohaterki. Coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się odrzucające, dzięki Elizie stawało się piękne. Jej gesty, zachowania emanowały subtelnością, która pozwoliła widzowi oswoić dziwne, nierzadko odstręczające sytuacje, jakie zachodziły między bohaterką a stworem. Odegrana przez Sally Hawkins rola zasługuje na duże brawa.

Jedynym, małym minusem, była dla mnie jedna ze scen, rodem z musicalu, która, na chwilę, oderwała mnie od atmosfery budowanej przez cały film. Miała zobrazować uczucia Elizy, lecz wyszła trochę zbyt komediowo.

Tak, jak wspominałam, „Kształt wody” był dla mnie dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Mogę śmiało dać mu mocne 9/10. Jeśli jeszcze się zastanawiacie nad pójściem do kina, zdecydowanie zachęcam do obejrzenia go, bo szkoda byłoby przegapić taką perełkę.

 

Harry Potter i przeklęte dziecko

 

Po dziewięciu latach od pojawienia się ostatniego tomu przygód Harrego Pottera, nadeszła premiera nowego dzieła ze świata czarodziejów – „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”. Dla mnie, jak i dla wielu, szokującym był fakt, że nie zostało ono spisane w formie powieści, lecz jako sztuka teatralna. Jej premiera odbyła się 30 lipca 2016 roku w londyńskim Palace Theatre, a wkrótce potem została wydana wersja książkowa (w Polsce 22 października 2016 r.).

Dramat składa się z dwóch części, co w mym odczuciu jest zbędnym podziałem, ponieważ historia, chociaż rozłożona w czasie, stanowi jedną spójną całość i gdybym musiał przerwać ją po pierwszej części, to nie wiedziałbym dlaczego właściwie się nagle skończyła. Na szczęście obie części zostały wydane jednocześnie i w jednej książce, więc podział tyczy się tylko spektaklu, który można obejrzeć w całości lub na dwa razy.

Sztuka bazuje na poprzedniej serii. Muszę przyznać, że spodziewałem się niemal całkowitego odejścia od przeszłości, a okazało się ono jedynie częściowe. Nie nazwałbym jej jednak kontynuacją wcześniejszych przygód, raczej dodatkiem po latach.

Pojawia się para nowych postaci, które pełnią główne role. Dzięki formie w jakiej zostały spisane ich przygody, poznajemy je jedynie po słowach i czynach, co według mnie okazało się dobrym rozwiązaniem. Problemy przed jakimi stają  są ciekawe i skłaniają do przemyśleń. W takiej sytuacji cieszę się z nieobecności narratora, który siedzi w głowach bohaterów powieści i mówi nam co tam się dzieje.

Fantastyka słynie ze swoich nierealnych opisów świata. Uwielbiamy zachwycać się czymś nieznanym, czymś magicznym. W tym przypadku z wiadomych względów tych opisów brakuje, dostajemy jedynie krótkie przedstawienie lokacji, w której toczy się akcja. Nie stanowi to jednak problemu, ponieważ po siedmiu częściach powieści i ich ekranizacjach, większość z tych miejsc jest nam znajoma, resztę ukaże wyobraźnia. Takie rozwiązanie pozwala nam skupić się na akcji, która dzieje się szybciej i pochłania całą naszą uwagę. Przeczytałem więc całość jednym tchem, pomimo późnej już godziny. Dynamika zrekompensowała mi brak fascynujących opisów.

Po przeczytaniu całości mam pewien niedosyt. Po cichu liczyłem na więcej nowości. Jako sztuka teatralna „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” z pewnością przynosi dużo emocji i rozrywki. W formie czytanej jednak tego brakuje, dlatego tę pozycję polecam przede wszystkim tym, których interesują późniejsze dzieje ulubionych bohaterów. Sam natomiast chętnie udałbym się na spektakl.

 

Deadpool 2

 

Zabójczy wojownik powrócił. Jest szybki, silny i przede wszystkim seksowny. Od jego sukcesu w kinach minęły dwa lata, a teraz pojawił się ponownie, żeby zawstydzić cały panteon superbohaterów. Czy dostarczy nam kolejną dawkę świetnego humoru w akompaniamencie odrąbanych nóg i rąk, czy może wyszedł z formy?

 

 

Dawid

Druga część Deadpoola zachwyciła mnie tak samo jak poprzednia. Ten film jest w stanie zarówno oczarować widza, jak i wzbudzić w nim dreszcz obrzydzenia. Przede wszystkim jednak jest to film, który potrafi rozbawić do łez. Pełen groteskowych sytuacji idealnie parodiuje znane i lubiane produkcje o potężnych facetach w obcisłych wdziankach. Zarówno styl jak i fabuła filmu nie jest specjalnie zaskakująca, nie spodziewałem się jednak niczego innego. Za wcześnie jest na zmianę, która znacząco wpłynęłaby na odbiór tego bohatera. Dopiero od niedawna pojawił się on w kinach i ma ciekawy charakter. Jest więc z czego czerpać, a „Deadpool 2” jest tego przykładem.

 

 

Paulina

„Deadpool 2” zdecydowanie zasługuje na ogromnego plusa. Idąc do kina, nie spodziewałam się, że będę miała problem z oceną, która część jest lepsza. O ile pierwsza obraca się głównie wokół ciętego humoru bohatera i jest praktycznie w całości komediowa, o tyle w drugiej możemy znaleźć też dramatyczne wątki. Kiedy przybliżona zostaje nam druga twarz Deadpoola, ironia i bezwzględność idą w odstawkę. Dla mnie przedstawienie głównej postaci w taki sposób było dużym, pozytywnym zaskoczeniem.

Oczywiście, w filmie nie było czasu na nudę, gdyż akcja cały czas się rozpędzała. Dynamiczne sceny walki czy perypetie X-Force sprawiały, że film oglądałam z zapartym tchem. Nie mogłabym nie wspomnieć o żartach Deadpoola, które trzymały poziom i niczym nie odbiegały od humoru z pierwszej części.

Na duże brawa zasługuje ścieżka dźwiękowa użyta w filmie, która nie tylko była wspaniałym tłem do perypetii bohatera, ale stanowiła znaczący element całej historii.

Fani Deadpoola nie mogą ominąć drugiej części jego przygód! Z czystym sumieniem film mogę polecić też wszystkim miłośnikom nie całkiem grzecznego humoru i wciągającej akcji.

                                                                          Ember in the Ashes. Pochodnia w Mroku

 

Pierwszy tom z serii "Ember in the Ashes" spotkał się ze świetnym odbiorem czytelników i w krótkim czasie urósł do rangi bestsellera. To młodzieżowe fantasy wzbudziło zachwyt i wybiło się wśród wielu pozycji tego gatunku. "Imperium Ognia" opowiada o dwójce bohaterów, którzy buntują się przeciw rządzonemu okrutną ręką Imperium. Po blisko roku pojawiła się druga część, która jest kontynuacją ich wcześniejszych przygód i utrzymała równie wysoki poziom. W czym tkwi fenomen tej fantastycznej sagi?

Sabaa Tahir przedstawia nam świat wzorowany na czasach starożytnych. Można w nim spotkać kilka ras ludzi. Wojanie są potężni, potrafią wykuwać stal i panują nad pozostałymi. Scholarzy ze względu na niższy poziom postępu wiodą nędzny i niewolniczy żywot. Pojawiają się również Plemieńcy, którzy wędrują na granicach mocarstwa. Tereny są w dużej mierze pustynne, co w połączeniu z tymi ostatnimi przypomina znaną nam Afrykę. Mamy tu dość rozbudowane połączenie. Panujący Wojanie reprezentują Imperium, które ze względu na ustrój i podział klasowy można przyrównać do Cesarstwa Rzymskiego. Jako jedyni potrafią wykuwać stal, co daje im przewagę na polu bitewnym. Niektórzy z nich przechodzą w młodości morderczy trening bojowy, by stać się później Maskami, czyli elitarnymi wojownikami, budzącymi w innych skrajne przerażenie. Ich niewiarygodne umiejętności i pełne stalowe uzbrojenie, czynią z nich maszyny do zabijania. Bez wątpienia kojarzy się to z greckimi Spartanami. Mniej zaawansowani Scholarzy nie mają z nimi żadnych szans. Tak im słodko życie płynie, gdy w pewnym momencie, na skutek dramatycznych wydarzeń, buntuje się dwoje przedstawicieli obu nacji. Tak poznajemy naszych głównych bohaterów. Laia reprezentuje kastę Scholarów i posiada ukryte magiczne zdolności. Elias natomiast jest byłym uczniem Akademii Czarnego Klifu, czyli niedoszłą Maską.

Głównym wątkiem jest oczywiście ratowanie świata przed złym Imperatorem. Schemat ten, chociaż został już wielokrotnie powielony, nie rujnuje nam przyjemności z czytania. Jest tak, ponieważ treść skupiona jest na psychologii naszych bohaterów. Muszę przyznać, że autorka wspaniale przemyślała sobie postacie i ich wewnętrzne rozterki. Znajdujący się w trudnym położeniu Laia i Elias przechodzą wewnętrzną przemianę. Nie dokonują oni bezsensownych heroicznych czynów. Za każdym razem poznajemy te nietuzinkowe emocje, które ich do tego skłaniają. Nutkę tajemniczości wprowadza natomiast Komendatka, nasz czarny charakter.

Wydarzenia drugiego tomu skupiają się w większości z dala od stolicy Imperium. Misja dwojga bohaterów zdaje się być pretekstem do wprowadzenia szeregu innych elementów, które rozczłonkowują akcję. Szablon został nieco przełamany i na horyzoncie zaczyna nakreślać się coś nowego. Powitałem to z wielką radością i chętniej zabrałem się do lektury. To jest coś, czego wcześniej brakowało mi w tej serii. Rozbudowały się również motywy fantastyczne. Narastają one do końca trwania powieści i przyjmują ostatecznie potężny wymiar, który ma wpływ na fabułę.
O ile w „Imperium Ognia” nie było dużo miejsca na uczucie kiełkujące w naszych bohaterach, tak w „Pochodni w Mroku” pojawia się ono znacznie częściej. Nie jest co prawda dominującą częścią, ale rozgrywa się obok głównych wydarzeń i przykuwa uwagę na tyle, że momentami staje się ciekawsze od głównego wątku. Podoba mi się pomysł wdrażania z czasem kolejnych detali. Minusem natomiast jest główny wątek i misja, która okropnie ciągnie się przez całą książkę. Wydawałoby się, że powinna być punktem kulminacyjnym, natomiast w pewnym momencie stała się nieco nudna i naszło mnie wrażenie, że straciła totalnie na znaczeniu. Mimo wszystko jasne jest, że bohaterowie muszą nią podążać, a czytelnik wraz z nimi.

Drugi tom serii „Ember in the Ashes” przerósł moje oczekiwania. Spodziewałem się kontynuacji lekkiego fantasy. Fabuła jednak rozgałęziła się na boki wystarczająco, by przykuć moją większą uwagę. Trzecia część zapowiada się więc obiecująco. Polecam tę pozycję wszystkim, którzy czerpią przyjemność z samej przygody i szukają równocześnie nieco bardziej skomplikowanych charakterów .

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
poniedziałek, październik 15, 2018