banerro (kopiuj)

Mityczny Talent

Social

szukajka

ADSENSE

Za co kochamy nie-superbohaterów?

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

                                                                  Deadpool

 

Superbohaterowie, mityczne postaci o nadludzkiej sile, niezwykłych umiejętnościach, herosi w obcisłych strojach i pelerynach… To oni, zaczynając od kultowego Supermana, podbijali nasze serca. Jako dzieciaki pragnęliśmy być jak oni- dzielni, silni, niepokonani. Komiksy i filmy, przez dziesięciolecia, dostarczały nam coraz więcej nadludzi do podziwiania. Spiderman, Kapitan Ameryka, Batman czy Wonder Woman, to ledwie kilka przykładów. Tę idyllę przerwało pojawienie się nie-superbohaterów, którzy szturmem zagarnęli sporo uwagi fanów bohaterskiego kina. Kim są i za co tak ich pokochaliśmy? Pod ostrzał weźmy trzy filmy: „Hancock”, „Deadpool” i „Logan: Wolverine”. Czy jest coś co łączy wszystkich trzech bohaterów? Jest! I to niejedno.

Po pierwsze, ciężko wprost powiedzieć czy są oni dobrzy czy źli. Hancock ratuje świat, pomaga ludziom, lecz robi to tak nieudolnie, że stwarza więcej szkód niż powinien. Jego celem nie jest niszczenie budynków czy wprowadzanie chaosu, jednak nie do końca potrafi sobie z tym poradzić. Za to Deadpool działa głównie z prywatnych pobudek. Chce osiągnąć swoje cele, a to, że przyczynia się tym do walki z przestępczością, jest tylko skutkiem ubocznym. Logan to trochę inny przypadek. Dawniej był szanowanym bohaterem, lecz zobojętniał, zapragnął prowadzić zwyczajne życie. Przez to, długo broni się przed podjęciem jakiegokolwiek wysiłku w stronę ratowania ludzi. A przecież superbohaterowie powinni reagować od razu, nie zważając na własne pobudki.

Bohaterowie, których podsuwają nam twórcy komiksowi starają się działać zgodnie z prawem, nierzadko współpracując ze służbami państwowymi. Wydają się być odzwierciedleniem obywateli idealnych, w przeciwieństwie do nie-superbohaterów, którzy są niepokorni i wyjęci spod prawa. Hancock jest tu idealnym przykładem, ponieważ sąd ściga go za liczne szkody, które spowodował. Ten nic nie robi sobie z kary, która nad nim ciąży. A Deadpool? Jego niewyparzony język i osobliwy styl życia zdecydowanie nie należą do cech idealnego obywatela. Również inni herosi, których zadaniem jest utrzymywanie porządku, za nim nie przepadają. Logan także jest ścigany, ale przez korporację, która pragnie pozbyć się superbohaterów. Choć ten, w teorii nie zawinił, chcąc nie chcąc, musi kryć się ze swoimi mocami.

Kolejną cechą nie-superbohaterów jest samotne życie. Działanie nie w grupie, lecz na własną rękę. Deadpool, po eksperymentach, które sprawiły, że jest prawie niezniszczalny, zaczął prowadzić życie samotnika. Jego jedynym celem stała się zemsta, jaką skrupulatnie, krok po kroku, przeprowadza. Hancock mieszka sam, w przyczepie na uboczu. Nie ma rodziny ani bliższej osoby, z którą wspólnie mógłby ratować świat. Logan, choć utrzymuje kontakt z dwoma mutantami, działa samotnie. Jako jedyny z trójki, stara się wieść normalne życie i dopasować do otaczającego go świata.

Najważniejszą kwestią jest to, że żaden z trójki nie-superbohaterów nie jest idealny. Wszyscy oni mają swoje wady i przywary. Deadpool jest chamski, niepoprawny politycznie i samolubny. Logan jest za to zgorzkniały i pozbawiony ambicji. Z chęcią sięga po alkohol. Stara się być twardy, choć nie zawsze mu się to udaje. Hancock ma ogromny problem z alkoholem, jest impulsywny i czasem zachowuje się prostacko.

Te wszystkie cechy łączą wymienionych nie-superbohaterów i składają się na swoisty archetyp. Pokazują one także, za co lubimy te postaci. Przede wszystkim za bycie nieidealnymi i bardziej realnymi. Dlaczego tak jest? Bo nie ma ludzi bez wad i w stu procentach dobrych, a dzięki temu łatwiej możemy utożsamić się z Deadpoolem niż Supermanem. To nie-superbohaterowie są odbiciem nas samych i dzięki ich historiom wiemy, że choć nie mamy peleryny i spodni z latekstu, możemy dokonywać bohaterskich czynów.

Nowości - Fantastyka naszym okiem

Jak zapewne wiecie, Ziemia w 70 % składa się z wody. Otaczają nas morza i oceany, z których zaledwie 5 % zostało zbadane. To oznacza, że w głębinach mogą kryć się stworzenia o jakich nam się nie śniło. Powstało wiele legend i teorii na temat Nessie zamieszkującego szkockie jezioro, ogromnego Krakena, czy też Lewiatana. Jednak o nich wiemy już dość dużo. O wielu innych istotach nie mamy pojęcia lub nasza wiedza jest niewielka. Postanowiłam wybrać spośród wodnych stworów dziesięć mniej znanych i bliżej je przedstawić.


Kelpie

      Kelpie- to, pochodzący z wierzeń Celtów, wodny koń pojawiający się w rzekach i jeziorach . Jak głoszą podania, przybiera on formę łagodnego konia, który diametralnie zmienia swój charakter, gdy ktoś go dosiądzie. Porywa on jeźdźca i topi w głębinach zbiornika wodnego. Zdarzają się też przyjazne odmiany, które ostrzegają przed nadchodzącymi burzami. Kelpie, w wierzeniach szkockich, przedstawiany jest też jako człowiek o niebieskiej skórze, który wznieca sztormy, straszy konie i krzyżuje szlaki żeglarzom.

 Umibozu

Umibōzu- stwór z japońskich legend, który, w zależności od przekazu, ma ciało dobrze znanego żółwiaka chińskiego lub czarnego, wielkiego potwora. W pierwszej postaci jest niegroźny, a wręcz bojaźliwy. Jako olbrzym wyrządza zaś duże szkody, m.in. przewraca statki, gdy tylko ktoś na niego spojrzy lub wypowie jego imię. Czasem Umibōzu rzuca się na ludzi i pokrywa ich czarną mazią lub porywa dzieci i topi je w głębinach.

 Nahuelito

Nahuelito- to potwór z Patagońskiego jeziora, który zadziwiająco przypomina Nessie. Ukazywany jest jako wielki wąż lub żyjący miliardy lat temu Plezjozaur. Pierwsze doniesienia o tym stworzeniu pochodzą z lat 20-tych dwudziestego wieku. Z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej zdjęć , na których rzekomo można zauważyć stwora. Nie wiadomo jednak, czy jak w przypadku potwora z Loch Ness, dowody te nie są zwykłą ściemą.

 Makara

Makara- jest to stworzenie z paszczą krokodyla i ogonem ryby lub też pół słoń- pół ryba, wywodzący się z mitologii indyjskiej. Często symbolizuje hinduskie bóstwa wodne. Jak głoszą podania, może mieć od dwóch do czterech łap.

 Ninki Nanka

Ninki Nanka- to stwór wprost z zachodniej Afryki. Według podań ma on postać gada z długim ciałem, najprawdopodobniej przypominającego smoka. Do tego jest bardzo niebezpieczny i porywa niegrzeczne dzieci.  Historie o nim nie zostały nigdzie zapisane, lecz do dziś przekazywane są w tradycji ustnej między ludnością zachodnioafrykańską.

 Mussie

Mussie- kolejny potwór z jeziora, tym razem kanadyjskiego. Według opisów może on pochodzić od morsa lub jakiejś ryby. Jeszcze inne źródła mówią o jego podobieństwie do znanego już Nessie, z niewielką różnicą w postaci trzeciego oka i ostrzejszych zębów. Jak twierdzą niektórzy, może być to pojedynczy przedstawiciel starego gatunku, który jakimś cudem przetrwał wiele lat. Wzmianki o nim pojawiły się już w 1916 roku w opowiadanych anegdotkach.

 Ningen

Ningen- jest to stwór badany przez japońskich kryptozoologów. Według doniesień przypomina połączenie człowieka z wielorybem. Jest biały i długi na 20-30 metrów. Obserwowany był w okolicach Antarktydy. Podejrzewa się, że Ningen może być  humanoidem, który przenosząc się z lądu do wody, przystosował się do życia w niej. Może coś w tym jest, skoro nawet rząd japoński postanowił zająć się tą sprawą.

 Bunyip

Bunyip- stworzenie to wywodzi się z wierzeń australijskich Aborygenów i zazwyczaj ukazywane jest w postaci zwierzęcia z ogonem konia oraz płetwami i zębami morsa. Jak głoszą legendy, Bunyipy zamieszkują rzeki i bagna, przeraźliwie wyją i... żywią się głównie kobietami. Kreatury te przewijają się w relacjach podróżników już od XIX wieku. Mimo wielu doniesień, naukowcy próbują racjonalnie wytłumaczyć owe sygnały i tak oto przypisują je różnym rybom, gadom, a nawet ludzkiej psychice.

 Mamlambo

Mamlambo- jest to dość dziwne stworzenie z południowoafrykańskich wierzeń. Jak podają źródła, ma ono mieć rzekomo 20 metrów długości, ciało ryby, głowę konia, szyję węża i krótkie nóżki. Jakby absurdalnego wyglądu było mało, w nocy świeci na zielono. Dodatkowo zjada ludzkie twarze i wysysa mózgi. Czyżby był wodnym zombie?

 Pinatubo

Pinatubo- doniesienia o nim pochodzą z Filipin, gdzie to widywany jest przez lud Aeta. Potwór ma podobno ogromne rozmiary i przypomina mieszankę rekina z sumem. Przez coraz to nowsze wzmianki o nim, panika wśród ludności narosła do tego stopnia, że zbadanie sprawy zlecono specjalnej ekipie.

 

Jak widać, legend i relacji o morskich stworach jest bardzo dużo. Spora część z nich jest zapewne wynikiem bujnej wyobraźni lub chwytem marketingowym mającym ściągnąć turystów, lecz w każdej opowieści jest ziarnko prawdy. Kto wie, może rzeczywiście zamieszkują one wody Ziemi. A może w głębinach kryją się jeszcze dziwniejsze potwory, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić?

PrzemianaDla wyobraźni nie ma ograniczeń. Potrafimy wyobrazić sobie wszystko... co mieści się w schemacie. Ten z kolei może być narzucony przez inną osobę. Każdy człowiek ma w głowie doskonałe narzędzie, które ograniczamy świadomie lub nie. W fantastyce, czyli gatunku bazującym na wyobraźni, aż roi się od schematów, które z upływem czasu ulegają przeobrażeniom. Dziś mamy coraz większą dowolność. Z poprzednich artykułów znamy złe, krwiożercze wampiry oraz zakochane, ratujące ludziom życie. Plugawe orki i takie, które godność cenią najbardziej. Czy te i inne zmiany pozytywnie wpływają na rozwój świata fantasy?

Ogry są silne, okrutne i głupie. Taki przynajmniej był standard do momentu, kiedy na ekranach kin pojawił się film animowany „Shrek”. Tytułowy bohater w świetnym wykonaniu dokonał przełomu  w postrzeganiu swojego gatunku. Dzisiejsze ogry są silne, dobre, inteligencją dorównują ludziom i mają warstwy. Prawdopodobnie dziwne byłoby wplatanie takich postaci do większości utworów fantastycznych, ale z pewnością jest to miłe urozmaicenie, które poszerza horyzonty. Mamy tu dowód na to, że bestia również może wcielić się w rolę rycerza i nie wywołać przy tym obrzydzenia, lecz sympatię i ciekawość.

Małe, złe gobliny również uległy częściowej przemianie. Pierwotnie prymitywne istoty doznały oświecenia w świecie „Harrego Pottera”. J. K. RoShrekwling opisuje je jako najlepszych bankierów i twórców magicznych przedmiotów. Do tej pory takimi zdolnościami obdarzano głównie krasnoludy, które jednak są bardziej chciwe. Złoto w ich oku błyszczy mocniej, a prawo do własności ma mniejszą wartość. Gobliny zupełnie by ich zdetronizowały, gdyby nie fakt, że pozostały okropnie złośliwe i mają dziwne poglądy. Dla przykładu, sprzedaż swoich wyrobów traktują jako pożyczkę, która wedle ich prawa winna zostać zwrócona. Ciężko jest uznać tę zmianę za dobrą . Z jednej strony odejście od schematu sprawia nowe możliwości, z drugiej jednak obdarzanie ich kompetencjami innych ras tworzy chaos. Krasnolud, gnom, skrzat, kobold i teraz goblin mają już dość wspólnych cech. Na szczęście rzadko pojawiają się w tym samym utworze. Kiedy poczciwe niziołki zaczną wykuwać zbroje?

Wróćmy do wspominanych wcześniej wampirów. Elegancki świat w „Wywiadzie z wampirem” jest ciekawą koncepcją. Wygląd i zachowanie tych istot uległy zmianie na lepsze, nadając całości fascynująco mroczny klimat. Niebezpieczeństwo ukryło się w cieniu tajemniczości i weszło na Goblinwyższy poziom. Takie odejście od wzorca wspaniale się rozwinęło, dzięki czemu do dziś możemy rozkoszować się grozą nowych produkcji. Z kolei pomysł wege- wampirów ze „Zmierzchu” jest zaprzeczeniem horroru i służy tym, którzy poszukują czegoś zupełnie innego. Ta lekka i przyjemna historia zdobyła ogromną popularność, a dla krytyków łagodnych wampirów może mieć charakter komediowy, dlatego zdecydowanie polecam ją wszystkim.

Podobnych przykładów łamania stereotypów jest bardzo wiele. Zmieniają one nasz sposób myślenia i pobudzają wyobraźnie. Nawet jeśli nie wszystkim przypadną do gustu, istnieje szansa, że wejdą na tor, który da początek dla nowej wspaniałej twórczości, rozwijając tym samym świat fantastyki.

Gra o tronJak wiadomo, w dzisiejszych czasach, duża część teledysków, reklam, filmów naszpikowana jest różnymi scenami erotycznymi. W związku z tym, erotyzmu nie mogło zabraknąć również w fantastyce. Jaką pełni w niej rolę? Czy ma tylko przykuć uwagę widza, bądź czytelnika?

 Na pierwszy ogień idzie wulkan erotyzmu ostatnich lat- „Gra o tron”. Jeśli ktoś śledzi serialowe zmagania Starków i Lannisterów, wie, że zwrot ten nie został użyty na wyrost. Już pierwszy odcinek odkrywa przed nami stosunek kazirodczy brata i siostry. A to dopiero początek. Jesteśmy świadkami niepohamowanych rządz Tyriona Lannistera, czasem obserwujemy sadystyczne zapędy Joffrey’a, a w prawie każdym odcinku przedstawiane są nam czyjeś nagie pośladki. Długo można by wymieniać sceny seksu serwowane przez twórców serialu. Po co właściwie pojawiają się one w historii? Na pewno przyciągają uwagę widza, co jest zapewne jednym z ważniejszych powodów. Poza tym budują charakter postaci, co widać szczególnie na przykładzie Tyriona- miłośnika kobiecych wdzięków, czy bezwzględnego Joeffrey’a. Poza tym, sceny te pokazują nam zawiłości kontaktów panujących w rodach i między nimi.

Nie da się ukryć, że najwięcej erotyzmu przewija się w tekstach, filmach, czy serialach o wampirach. Widać to m.in. w filmie „Królowa Potępionych”, stworzonym na podstawie „Kronik Wampirów” Anne Rice. Występuje w nim dość znacząca scena kąpieli Lestata i Akash’y, podczas której wampiry piją swoją krew. Pokazuje ona, jak silnym uzależnieniem dla wampira jest krew… szczególnie drugiego wampira. A także przedstawia niezwykłą siłę królowej potępionych, która, dając się ugryźć,  przejmuje na pewien czas kontrolę nad uczuciami Lestata. W tym przypadku sceny erotyczne mają za zadanie ukazać, jak piękne są ciała nieumarłych i jak wiele mocy skrywają.

Mówiąc o przywiązaniu do wampira, nie mogę nie wspomnieć o „Cyrku potępieńców” Laurell K. Hamilton, w którym główna bohaterka- Anita Blake zostaje połączona niezwykłą więzią z Jean-Claudem, Mistrzem Miasta. Ten, wykorzystując ową więź, zsyła dziewczynie sny i wizje ze swoją nad wyraz kuszącą osobą. Są one tak realne, że Anicie niekiedy ciężko jest odróżnić je od jawy. Jean- Claude, za pomocą tych scen, próbuje zbliżyć do siebie bohaterkę. Jak widać, w tej powieści erotyzm nie ma za zadanie przykuć uwagę czytelnika, lecz odgrywa ważną rolę w relacji głównych bohaterów.Królowa potępionych

Pozostając w temacie wampirów, przyjrzyjmy się serialowi „Czysta krew”, który także wykorzystuje sceny erotyczne, by przedstawić przywiązanie do krwiopijcy. Sookie, która miała okazję spróbować krwi dwóch przedstawicieli owego gatunku, podobnie jak Anita Blake, ma niezwykłe sny. Są one jednak bardziej sugestywne, gdyż dziewczyna fizycznie doświadcza w nich obecności obu wampirów. Tak, jak w „Cyrku potępieńców”, wizje te sprawiają, że dziewczyna zbliża się do mężczyzn.

W „Czystej krwi” pokazano też homoseksualne sceny erotyczne, które poza dość istotną rolą w fabule,  stanowią dobre ukazanie piękna wampirzych ciał i ich słabość do kontaktów seksualnych z innymi przedstawicielami gatunku.  

Dzisiaj, praktycznie w każdej dziedzinie, możemy spotkać się z wątkami erotycznymi. Często wrzucane są one dla podbicia oglądalności, w końcu seks sprzedaje się niezwykle dobrze w każdej postaci. Jednak, szczególnie w fantastyce, która sama w sobie jest bardzo zróżnicowana i atrakcyjna dla odbiorcy, posiada on również inne, nieco głębsze znaczenia. Dzięki temu, erotyzm w niej, w większości przypadków, nie rzuca się tak bardzo w oczy, a stanowi jedynie przyjemne uzupełnienie dzieła.


Muzyka filmowaMuzyka towarzyszy człowiekowi od tysiącleci. Poznano ją już w prehistorii, choć wtedy nie brzmiała jak dzisiejsze hity, nie przypominała nawet folku. Tworzona była wtedy  w oparciu o odgłosy otaczającej przyrody. To ludzka ciekawość i chęć tworzenia, objawiająca się również poprzez malowidła naścienne czy gliniane naczynia, sprawiła, że człowiek próbował naśladować dźwięki przeróżnych zwierząt czy zjawisk atmosferycznych. Początkowo, jedynym instrumentem, jaki wykorzystywali pierwotni ludzie, były struny głosowe. Dopiero na przestrzeni lat i wieków zaczęto konstruować pierwsze, prymitywne narzędzia muzyczne. Od antyku, ta dziedzina sztuki zaczęła nabierać rozmachu i z każdą epoką rozwijała się coraz bardziej. Dziś robiona jest na wiele różnych sposobów: z wykorzystaniem instrumentów, komputerów, głosu, a nawet naczyń. Jednym słowem, stanowi mieszankę wszystkich, wykorzystywanych wcześniej metod wydobycia dźwięku.

Z biegiem lat zaczęto łączyć różne gałęzie sztuki tworząc animacje i filmy. Nie mogło zabraknąć w nich muzyki, która pojawiała się już przy kinie niemym. Nie była ona, tak jak teraz, spojona z filmem, lecz grana na żywo podczas seansu. Wtedy stanowiła uzupełnienie, pozbawionego dialogów, materiału filmowego.

Z czasem, muzyka wykorzystywana w filmach, zaczęła nabierać też innego znaczenia. Do dziś jej ważną funkcją jest rysowanie tła danej produkcji. Co to oznacza? Nic innego, jak to, że muzyka pozwala nam przenieść się do czasów, w jakich dzieje się akcja. Pokazuje również charakter miejsca, w jakim rozgrywa się film. Tak więc, podczas sceny na cmentarzu, naMuzycy egipscy którym grasuje horda upiorów, nie usłyszymy melodii rodem z „Dumy i uprzedzenia”. Chyba, że zamysłem autora było szokowanie odbiorcy, czy stworzenie groteski.

Muzyka filmowa ma też inne, chyba najważniejsze zadanie, jakim jest wywoływanie w widzach określonych emocji. Zdawać by się mogło, iż scena śmierci jednego z „dobrych” bohaterów już sama w sobie wywoła smutek, jednak odpowiednio dobrana melodia pozwala poczuć się wciągniętym w emocjonalny dół po jego stracie. Niezwykle wdzięcznym przykładem gry na emocjach są wszelakie horrory. W większości przypadków, dreszczowiec oglądany bez dźwięku traci swoją moc straszenia widza. W horrorach muzyka buduje napięcie. Jest ona puszczana w momentach, które same w sobie nie wywołują niepokoju, by przygotować odbiorcę i zwiększyć stopniowo jego lęk, tak aby akcja kulminacyjna okazała się najbardziej przerażającym, filmowym przeżyciem. Również w produkcjach fantasy muzyka jest Wiolonczelistkatematem bardzo znaczącym. Czy pamiętacie sceny walki we „Władcy Pierścieni”? Otrzymujemy w nich dawki melodii mających obudzić w nas ducha walki, sprawić, byśmy zechcieli znaleźć się na polu bitwy pośród drużyny Gandalfa.

Niekiedy muzyka w filmie ma służyć uzupełnieniu niezbyt porywającego fragmentu. Tak więc, podczas spaceru, przygotowań do pracy, czy rutyny dnia codziennego naszego bohatera, w której nie pojawiają się żadne dialogi, usłyszymy odpowiedni utwór. Pozwala on gładko przemknąć przez mniej fascynującą, aczkolwiek ważną pod względem opisu miejsca akcji, czy życia bohatera scenę.

Wydaje mi się, że coraz częściej muzyka filmowa ma też inne, bardziej „przyziemne” zadanie. W czasach, kiedy nasze mózgi, z każdej strony, bombardowane są ogromem bodźców, ciężko skupić się na jednym elemencie. Coraz trudniej jest skierować myśli na czysty obraz. Muzyka ma nas utrzymać przy dziele filmowym i sprawić, byśmy nie znudzili się brakiem wielu, przyciągających naszą uwagę impulsów.

 

Muzyka filmowa od początku swojego istnienia ma ogromny popyt. Nic dziwnego, że rodzi się tak wielu jej twórców, jak chociażby Danny Elfman czy Hans Zimmer. Z każdą kolejną produkcją rozwija się ona ogromnie, a dzięki swojemu niemałemu znaczeniu w przemyśle filmowym, możemy być pewni, że nie przestanie być jedną z muzycznych kategorii. Warto więc wiedzieć jak działa na nas- widzów.

 

 

 

Na koniec chciałabym polecić Wam również autora tworzącego muzykę z gatunku fantasy, który jest mniej znany, lecz na pewno warty uwagi:

 

 djembed

 

 

 

   

 

Syriusz Black- piesMotyw zamiany w zwierzę przewija się w wielu filmach, książkach czy grach fantasy. Jest on ukazany na różne sposoby, zamiana może być bardziej czy mniej kontrolowana, pożądana bądź nie. Również przyczyny stania się osobą zdolną do zmiany kształtu mogą być rozmaite. Postanowiłam jednak pochylić się nad pytaniem, moim zdaniem, dość istotnym przy tym temacie, a mianowicie czy takie zmiany w zwierze są darem czy raczej przekleństwem? Tym razem na warsztat rzuciłam: serię książek „Animorphs” K. A. Applegate, „Harrego Pottera i więźnia Azkabanu” J. K. Rowling, „W niewoli zmysłów” Nalini Singh, a także serial „Czysta krew”.

Po książki z serii „Animorphs” sięgnęłam będąc jeszcze dzieckiem i już wtedy zainteresował mnie ukazany w nich temat morfowania. Bohaterowie powieści swoje niezwykłe moce zyskali od obcego, który przybył na Ziemię w celu ochrony jej przed wrogimi cywilizacjami. To historia dość odbiegająca od większości wyobrażeń o zmieniających się w zwierzęta, jednak na pewno wnosząca dużo świeżości do tej dziedziny. Główni bohaterowie to grupka młodych ludzi, którzy niejako wbrew sobie zostają obarczeni odpowiedzialnością za losy Ziemi. Zostają wciągnięci w kosmiczny spisek, a swoje nabyte zdolności muszą wykorzystać do obrony ludzi. W tym przypadku na pytanie, czy są one darem czy przekleństwem bohaterów, nie trudno odpowiedzieć, ponieważ kilka niewielkich korzyści, jakimi były np. posmakowanie lotu ptaka, czy doznanie siły tygrysa, nie przyćmi ogromnej odpowiedzialności rzuconej na tak młode osoby. Zamiana w zwierzęta była bardzo ryzykowna, wystarczyło zapomnieć się w obcym ciele i stawało się nim na zawsze. Co ze zwierzęcymi odczuciami? Dopóki było się ptakiem, koniem czy psem, były one całkiem przyjemne, lecz gdy sytuacja wymagała przeobrażenia się np. w jaszczurkę, uwięziony w owym ciele człowiek mógł nie zgadzać się na pożeranie much, na które jaszczurka z ogromną przyjemnością polowała. Dlaczego w takim razie nie mógł jej powstrzymać? Tutaj mamy kolejną wadę morfowania. Amator nie był w stanie od początku przemiany w pełni kontrolować swojej przeobrażonej postaci. Jego umysłem władała osoba i zwierzę, każde ze swoimi uczuciami, instynktami, lękami i przyzwyczajeniami. To tylko kilka argumentów, abstrahując oczywiście od głównej historii, w której bohaterowie narażeni są na śmierć w obronie ludzkości, świadczących o tym, że w serii „Animorphs” przemiana w zwierzę to zdecydowanie bardziej przekleństwo niż dar.

U J.K. Rowling z motywem zmiennokształtności stykamy się w trzeciej części, jaką jest „Harry Potter i Więzień Azkabanu”, gdzie poznajemy Syriusza Blacka. Jest on jednym ze zmiennokształtnych, tak jak i Glizdogon, czy zmarły James Potter. Grupka bohaterów, już za czasów szkolnych posiadła umiejętność przeobrażania się w zwierzęta. W przeciwieństwie do Animorphsów nie otrzymali od nikogo owej zdolności, lecz sami się jej nauczyli. Samo to, że musieli się jej nauczyć, świadczy o tym, że nie mogła być to niechciana umiejętność. Zdecydowanym jej plusem była możliwość zamiany w zwierzę na bardzo długi czas, bez praktycznie żadnych konsekwencji, tu idealnym przykładem jest Glizdogon żyjący w ciele szczura kilkanaście lat. Animagowie, bo tak nazywano czarodziejów potrafiących przybierać inne formy, zmieniali się przeważnie w jedno, wybrane przez siebie zwierzę. Ich wybór był w pełni świadomy, decydowali się na postać, której rzeczywiście potrzebowali, która mogła przynieść im jakieś korzyści. Bo któż będzie zwracał uwagę na animaga w postaci psa, który w ten sposób może chronić swoją rodzinę? A kto ośmieli się podejrzewać przyjaciela rodziny, jakim jest szczur, o posiadanie ludzkiego ciała i przybranie postaci zwierzęAnimorphscia tylko po to, by móc uciec przed zemstą? Raczej niewielu. To dowodzi, że zmiennokształtność, w tym przypadku, jest darem, choć ciężko mówić tu o darze, ponieważ umiejętność ta jest całkowicie wyuczona.

Nalini Singh zabiera nas w podróż do świata przyszłości, w której zmiennokształtni żyją na równi z Psi (rasa nadludzi wyszkolona niczym maszyny do wykonywania powierzonych celów). Sama powieść „W niewoli zmysłów” nie należy do literatury, którą mogłabym polecić fanom fantastyki, gdyż jej tematyka bliższa jest romansowi. Skupmy się jednak na samych zmiennokształtnych, których cechuje niezwykła żywiołowość. Zwierzęta, w które się zmieniają nie opuszczają ich nawet w ludzkiej postaci, są jakby ich wewnętrznym głosem. Często kierują nimi w sytuacjach pełnych emocji, zważając na tematykę książki, widać to szczególnie, gdy zmienni są podekscytowani płcią przeciwną. Umiejętność przemiany nie jest niczym wyuczonym, gdyż obdarzone nią osoby po prostu się takimi rodzą. Przez „siedzące w nich” zwierzęta są bardziej wrażliwe na bodźce, emocje, są także bardziej rodzinne i czułe. W tym przypadku nie bardzo mogę przytoczyć jakiekolwiek wady bycia zmiennokształtnym, więc zdecydowanie jest to dar.

Obraz zmieniających postaci w serialu „Czysta krew” przywołam jako ostatni, ponieważ tu sytuacja nieco się komplikuje. Osoby zdolne do wcielania się w inne postaci mogą przybrać kształt dowolnego zwierzęcia, które widziały. Teoretycznie, umiejętność zmiany jest niezwykłym przeżyciem, pozwala wyzwolić pokłady energii, daje poczucie wolności, umożliwia zapomnienie o negatywnych przeżyciach. Wydawać by się mogło, że nie ma w tym nic złego. To nie do końca prawda. Zmiennokształtność, gdy nie jest poznana przez osobę nią obdarzoną może stać się prawdziwym problemem i przyczyną niezrozumienia otoczenia i własnej osoby, jak to się stało z Samem Merlotte’em, który poznał siebie będąc nastolatkiem nie mającym oparcia w bliskich. Kolejnym ryzykiem jakie niesie ze sobą zamiana w zwierzę jest możliwość wykorzystania tego przez inne osoby dla własnych celów, o czym przekonał się Tommy, będący źródłem zysków dla swoich rodziców wysyłających go na walki psów. Jak widać życie zmiennych nie było tak proste. Dochodzi tu również aspekt przybrania ciała innego człowieka, jednak możliwy był on jedynie w przypadku morderstwa drugiej osoby. Wiązał się on z ogromnym bólem osoby, która się zmieniała i nie był do końca kontrolowany. Wydaje mi się, że w tej sytuacji zmiennokształtność ciężko określić jako dar czy przekleństwo.

 

Podsumowując, jak widać ile książek, filmów czy seriali, tyle opisów zmian w zwierzęta. W wielu sytuacjach charakter tej umiejętności jest z góry bardziej czy mniej dobry dla osoby nią obdarzonej, jednak zdarzają się i takie, gdy ma ona tyle samo wad, ile zalet. Właśnie z tego powodu ciężko mi jednoznacznie określić czy zmiennokształtność jest darem czy przekleństwem. Pozostawiam to więc do samodzielnej oceny każdego z Was.

 

 


Kot z Chesire z AlicjąJak często w powieściach czy filmach spotykamy się z motywem przejścia ze świata realnego do bajkowej krainy? Czy te wędrówki są tylko pretekstem do rozwinięcia wątku fantastycznego? A może kryje się za nimi coś innego? Te pytania sprowokowały mnie do zastanowienia się nad sensem ucieczek do świata fantastycznego w utworach fantasy. Postanowiłam wziąć pod pióro cztery dzieła: dobrze znaną „Alicję w krainie czarów” Lewisa Carrolla, „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa, „Piotrusia Pana” J.M. Barriego, a także film animowany reżyserii Tima Burtona- „Koralina i tajemnicze drzwi”.

Na początek zastanówmy się jak wygląda życie bohaterów przed odkryciem przejścia do niezwykłej krainy. Zacznijmy od „Alicji w krainie czarów”, która to jak dowiadujemy się z powieści prowadzi normalne, spokojne i nieco nudne życie dobrze wychowanej dziewczynki. Z powieści wiemy też, że mała odkrywczyni jest dociekliwą osóbką, która w domu rodzinnym dowiaduje się wielu rzeczy o świecie, choć nie zawsze właściwie je interpretuje. Wiadomym jest również, iż jest pilną uczennicą, której nie straszne są nawet najdłuższe deklamacje. Jak kwestia przeszłości ma się u czwórki bohaterów „Opowieści z Narnii”? Zupełnie inaczej. Świat realny, w którym żyją: Zuzanna, Piotr, Edmund i Łucja wypełnia strach przed trwającą wojną i ryzyko utraty najbliższych. Dzieci, chronione przez mamę, trafiają z bombardowanego Londynu na wieś, do domu pewnego Profesora. Choć boją się, próbują prowadzić spokojne, pełne zabawy i radości życie. Chwile tęsknoty nie do końca im to jednak umożliwiają. A co z Piotrusiem Panem? Jak wygląda jego życie przed wędrówką do świata fantastycznego? Otóż nasz bohater będąc jeszcze niemowlęciem, jak opowiada „dzień po narodzinach”, ucieka z domu rodzinnego, by zamieszkać wśród wróżek. Niewiele więc możemy dowiedzieć się o jego życiu w realnym świecie. Jest jeszcze jedna postać, którą według mnie warto tutaj przytoczyć- Koralinę, bohaterkę animacji Tima Burtona. Koralina jest żywiołowym dzieckiem mieszkającym z rodzicami- ogrodnikami, którzy z ogrodem mają wspólnego tyle co świnie z lataniem. Z filmu dowiadujemy się, że nasi ogrodnicy są strasznymi pracoholikami (zajętymi pisaniem o ogrodach) nie mającymi czasu dla swej jedynej córki. Ta chcąc zwrócić uwagę najbliższych dopuszcza się różnych psot, łącznie z nieumyślnym poparzeniem dłoni. Warto też wiedzieć, że miejscem, w jakim po raz pierwszy spotykamy się z dziewczynką, jest dom świeżo zamCoralina z ieszkany przez Koralinę i jej opiekunów. Bohaterka postawiona jest w patowej sytuacji: nie ma przyjaciół, otaczają ją bardzo „specyficzni” sąsiedzi, a rodzice od rana do wieczora nie spuszczają wzroku z ekranu komputera. Jedyną osobą, z którą czasem rozmawia jest Wybie- chłopiec w jej wieku mieszkający nieopodal.

Znamy już zarys życia codziennego bohaterów, jednak co tak naprawdę skłania ich do podróży w świat fantastyki? A może jest to zwykły przypadek? Na pewno przypadkiem nie jest wędrówka Alicji. Dziewczynka kierowana ciekawością i chęcią przeżycia przygody z pełną premedytacją wyrusza w pogoń za Białym Królikiem. Nie ma znaczenia dokąd trafi, ważniejsze, że jest to ciekawsze od marudzenia przy czytającej „nudną książkę” siostrze. Pchana żądzą rozrywki Ala trafia do króliczej nory, którą spada godzinami, by ostatecznie dotrzeć do Krainy Czarów. Przypadkiem poniekąd było za to odkrycie Narnii przez rodzeństwo. Jako pierwsza do równoległego świata wędruje Łucja, która podczas zabawy w chowanego ukrywa się w szafie- tajemnym przejściu. Dziewczynka informuje resztę o swojej przygodzie, lecz stąpający twardo po ziemi bracia i siostra nie chcą uwierzyć w istnienie baśniowej krainy. Jako drugi trafia do niej Edmund, który wodzony chęcią odkrycia tajemnicy udaje się za Łucją. Pozostała dwójka niedowiarków, wraz z naszymi odkrywcami, wpada do Narnii przypadkiem, podczas ucieczki przed gospodynią. Jak więc widać, tylko jednym z dzieci kieruje ciekawość, reszta odkrywa fantastyczny świat zupełnie przez przypadek. A jak podróż wygląda u Piotrusia Pana? Jest dość krótka, ponieważ chłopiec z pełną świadomością wybiera się do Nibylandii, która prawdopodobnie istnieje tylko w jego wyobraźni. To niechęć do dorastania i stania się mężczyzną kieruje go do świata wróżek. Ucieka przed tym co nieuniknione tworząc swoją przestrzeń. Czymże w takim razie sugeruje się Koralina wybierając  fantastyczną krainę? Cóż, w jej przypadku jest to dość oczywiste, brak zainteresowania ze strony rodziców popycha dziewPiotruś Pan w Nibylandiiczynkę ku niewielkim drzwiom prowadzącym do drugiego domu. Tęsknota za uwagą otoczenia, za zabawą i możliwością bycia dzieckiem w pełnym tego słowa znaczeniu wpływa widocznie na decyzje bohaterki, która decyduje się żyć w obu światach równocześnie.

Każde z czterech fantastycznych miejsc ukazanych w owych dziełach jest zupełnie różne. Krainę Czarów, w której znalazła się Alicja wypełnia mnóstwo osobliwości: Kapelusznik, Kot z Cheshire czy dziecko-prosię. To właśnie one budują niecodzienny klimat tego miejsca. Gdyby nie ukazanie mieszkańców, Kraina Czarów niewiele różniłaby się od zwykłego miasteczka. Postaci te cechuje niezwykłe przerysowanie, każdy z przymiotów, którymi się odznaczają jest zwielokrotniony, tak więc kot potrafiący się uśmiechać ma uśmiech większy niż cała głowa, kucharka, która do każdej z potraw dodaje za dużo pieprzu robi to w taki sposób, że przyprawa unosi się chmurami po całym domu, a despotyczna Królowa każe obcinać głowy wszystkim i wszystkiemu co stanie przed nią. Również sytuacje, z którymi spotyka się Alicja podczas pobytu w Krainie Czarów są tak nierealne, że dziwnym jest jej stosunek do nich. Dziewczynka przyjmuje do wiadomości istnienie cudów z niebywałą nonszalancją. Także mieszkańcy niespecjalnie przejmują się obecnością gościa ze świata na górze. Zupełnie inna jest  Narnia stworzona przez C.S. Lewisa. Kiedy zderzamy się z nią po raz pierwszy, wita nas pokrywą śniegu, uczuciem lęku wyłaniającym się z każdego zakamarka i stworzeniami, choć fantastycznymi, to jednak bardzo ludzkimi. Krainą włada Biała Czarownica, która, gdyby nie posiadała magicznych mocy, mogłaby być uznana za zwykłego, może lekko sfiksowanego na punkcie władzy człowieka. Również Aslan: ogromny, władczy lew, czy mówiąca rodzina bobrów, posiadają dużo cech człowieczych. Może dlatego bardzo szybko stają się bliskie dzieciom, które spotykają je podczas swej wędrówki. A jak wygląda Nibylandia? Jest to bajeczna kraina rojąca się od wróżek i piratów. Idealnie pasuje do wyobrażeń dziecięcych. Piotruś Pan, który dowodzi na niej grupce Zaginionych Chłopców jest niejako stróżem wyspy chroniącym wróżki i dzieci przed złymi piratami. Cóż więc dziwnego, że nie chce opuszczać miejsca, w którym może na zawsze pozostać młody, a do tego podziwiany dzięki swojej odwadze? Świat Koraliny różni się wyraźnie od wyobrażenia Piotrusia Pana. Fantastyczną krainą, do której ucieka, jest drugi dom w równoległym wymiarze. Za każdyŁucja przed szafą prowadzącą do Narniim razem kiedy wędruje do niego, a robi to codziennie, czekają na nią „drudzy” rodzice z mnóstwem prezentów i smakołyków. Dziewczynka odnajduje u nich to czego nie dostaje od prawdziwych rodziców: mnóstwo uwagi i ciepła. Świat ten jednak jest bardzo abstrakcyjny. Każdy jego mieszkaniec zamiast oczu ma guziki i sterowany jest przez pajęczycę polującą na dzieci. Brzmi przerażająco? Nie dla Koraliny, która przez większość czasu nie dostrzega dziwnych zachowań i wyglądu owych postaci.

Wydawać by się mogło, że fantastyczne krainy, do których trafiają bohaterowie, są miejscami o wiele lepszymi niż realny świat. Ale czy postanawiają oni w nich pozostać? Nie zawsze. Tak jest w przypadku Alicji, której czarodziejska kraina przestaje się podobać. Dziewczynka po pewnym czasie  nie czuje się dobrze pośród tak odmiennych od niej stworzeń. A sąd, przed którym ją postawiono, wzmaga chęć powrotu. Wtedy Alicja po prostu się budzi i znajduje w realnym świecie. Tak, tak, Kraina Czarów jest tylko (lecz czy aby na pewno?) snem. Koralina również dostrzega, że świat, który ją tak pochłania nie jest idealny. Jej sytuacja okazuje się być o wiele bardziej drastyczna niż Alicji. Dlaczego? Otóż otrzymuje ultimatum, jeśli chce żyć w takich „świetnych” warunkach u drugiej rodziny musi dać sobie przyszyć guziki na miejsce oczu. Wtedy rozumie, że coś jest nie w porządku. Wiele niefortunnych zdarzeń, w tym spotkanie duszyczek uwięzionych dzieci czy porwanie prawdziwych rodziców utwierdza ją w przekonaniu, że pora zerwać z fantastycznym światem raz na zawsze. Koralina pokonuje więc złą pajęczycę, uwalnia rodziców i dzieci i powraca do prawdziwego domu. Jednak nie każdy bohater chce powrotu do domu. Tu przykładem jest czwórka rodzeństwa wędrującego po Narnii. Edmundowi, Łucji, Zuzannie i Piotrowi całkiem nieźle powodzi się w owej krainie. Dzięki odwadze i waleczności, jaką wykazują podczas walki ze złą królową, zostają obdarzeni koroną, a ich dni mijają na władaniu i zabawach. Mija wiele lat, a bohaterowie zapominają o świecie z jakiego pochodzą. Przypadek sprawia, że na nowo odkrywają starą szafę z jakiej przeszli do Narnii i wracają do domu Profesora. Jak się okazuje, powracają do czasu sprzed uwolnienia swego królestwa, czyli do dzieciństwa. Wtedy stają przed pytaniem, w którym świecie żyć. A co z Piotrusiem Panem? Czy powrócił z Nibylandii? Nie, chłopiec pozostał w krainie ze swojej wyobraźni. Lęk przed dorastaniem nie pozwolił mu opuścić miejsca, w którym mógł być taki jaki chciał, mimo że to mogło wiązać się z utratą wielu perspektyw z życia mężczyzny.

 

Jak widać wędrówkiDwa światy do świata fantastycznego mogą wyglądać różnie, raz są przypadkowe, innym razem zaplanowane. Również krainy, do których podążają bohaterowie mają odmienny wygląd. Niekiedy wyglądają jak kopia naszego świata, czasem są zupełnie abstrakcyjne. A postaci je zamieszkujące? Są tak różne jak różni są ludzie na Ziemi. Jednak jest jedna cecha łącząca podróże do owych krain- chęć ucieczki. Można uciekać przed wojną, brakiem uwagi, dorosłością i odpowiedzialnością, a niekiedy nawet przed nudą. Niezależnie od powodu, kraina, do której zmierzamy staje się naszą oazą. Zdarza się, że zamiast nas chronić daje nam lekcję życia, tak jak Koralinie i jej rodzicom, którzy zaczynają cieszyć się swoją obecnością. Są przypadki, kiedy chroni nas i pozwala zapomnieć o lęku jak w przypadku dzieci z Narnii. A niekiedy zagarnia nas tak bardzo, że nie chcemy się uwolnić, tu przykładem doskonałym jest Piotruś Pan. Niezależnie od naszych lęków, smutków czy radości, każdy z nas ma swój świat, do którego czasem zdarza mu się uciekać od codzienności. Bo wszyscy potrzebują raz na jakiś czas pobujać w obłokach i odpłynąć do świata fantastycznego, nieprawda?

Copyright © 2015 mitycznytalent.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone.
sobota, luty 24, 2018