Solutions4ad - Vikings War of Clans

Fantastyka naszym okiem

 

Czy jesteś ciekaw jak zespół Mitycznego Talentu postrzega różne zagadnienia fantastyczne? Interesuje Cię analiza potworów, a może charakterystyka wampirów czy też emocje, które wywołują w nas różni bohaterowie? Jeśli na któreś z pytań odpowiedziałeś twierdząco, to jesteś w dobrym miejscu. W tym dziale znajdziesz wiele ciekawych artykułów pisanych naszą ręką i wyobraźnią.

 

Pokaż # 
Tytuł Odsłony
Animacje Tima Burtona- czy to na pewno bajki dla dzieci? 19745
Motyw ucieczki ze świata realnego do fantastycznej krainy 19708
Ork - Dumny wojownik czy nędzna kreatura? 16502
Czy wampir w kulturze z biegiem lat łagodnieje? 18466

Nowości - Fantastyka naszym okiem

 

W pierwszej części postawiłem tezę, że za określeniem „smok” mogą kryć się różne gatunki zwierząt. Warto w tym miejscu dodać, że o wspomnianych już skrzydlatych wężach w Egipcie piszą nie tylko starożytni historycy. Żyjący w XVI w. włoski botanik Prospero Alpini w swym dziele Historiae „Aegypti naturalis” (1581-1584) wymienia gatunek latających węży. Gatunek ten, wg niego, posiada coś w rodzaju grzywy (mały kawałek skóry na głowie), długi ogon o grubości palca zakończony płatem skóry przypominającym liść, a całkowita długość jednego osobnika mierzy tyle ile gałązka palmy. Alpini był człowiekiem nauki, skończył medycynę i opisał wiele gatunków roślin wcześniej nieznanych europejskim botanikom, latających węży więc raczej nie zmyślił. Wątpliwe też by pisał o czymś jedynie na podstawie historycznych źródeł, zwłaszcza że spędził w Egipcie 3 lata. Najrozsądniejszym wydaje się więc przyjęcie tezy, że na Bliskim Wschodzie jeszcze kilka wieków temu mógł istnieć gatunek węży, które w jakiś sposób były w stanie unosić się w powietrzu, choćby na niewielką wysokość i na krótką chwilę, i tym właśnie był smok w tamtych rejonach.

A co z naszym powszechnie znanym smokiem - majestatycznym stworzeniem o ognistym oddechu? Na jego temat również nie brakuje źródeł.

Powszechnie znana jest legenda o świętym Jerzym, który miał pokonać smoka. Nie każdy jednak wie, że św. Jerzy jest traktowany jako postać historyczna. Żył on w III w., sama legenda pochodzi jednak z XI w., z okresu wypraw krzyżowych. W tym miejscu warto wspomnieć, że smok pojawia się w Biblii kilkanaście razy i tak samo jak wąż jest uosobieniem szatana, prawdopodobnie więc nieprzypadkowo właśnie w takim okresie rozwinęła się historia o pokonaniu smoka przez chrześcijańskiego świętego. Niestety w legendzie nie znajdziemy opisu tego stworzenia.

Opis dostarczy nam natomiast inna święta, żyjąca w XII w. Hildegarda z Bingen - wizjonerka, mistyczka, i uzdrowicielka. Według jej zapisków, smok:

"(...) ma suchą skórę i niezwykłą temperaturę. Jego mięso nie jest we wnętrzu ani trochę ogniste. Za to oddech ma taki ostry, że się na powietrzu rozżarza jak iskra wykrzesana z kamienia. Człowieka bardzo nienawidzi i ma diabelską naturę. Kiedy oddycha jadowitym oddechem, otrząsa się powietrze. Mięso i kości z niego nie nadają się na lekarstwa, tyko sadło. Jak smok wyda ostatnie tchnienie, jego krew wysycha i nie płynie, ale jak zatrzyma w sobie oddech, jego krew wilgnie i płynie, i nie można jej używać do celów leczniczych.”

Z podobnego okresu pochodzi opis francuskiego mnicha i kronikarza Fulko z Chartres:

"Smoki charakteryzują się długimi, wstrętnymi pyskami, ostrymi zębami i ognistym językiem, uszy mają podobne do rogów, kark jest długi a ciało jaszczurcze. Dwie nogi są podobne do orlich pazurów, a skrzydła mają jak nietoperze. Smoki mieszkają w Indiach i w Etiopii, gdzie stale jest lato. Są to największe zwierzęta na świecie." 

Opisy skupiają się na innych cechach, ale pod jednym względem można zauważyć prawdopodobieństwo, „ostry oddech” i „ognisty język” – to już ten smok, którego znamy.

Przenieśmy się teraz o 200 lat w przód, do XIV wieku, kiedy żył Konrad z Megenbergu, którego najsłynniejsze dzieło „Księga przyrody” (1349) dostarcza następującego opisu:

 "Smok jest jednym z największych zwierząt na świecie. To zwierzę nie ma jadu. Gardło ma wąskie, a chodząc wystawia język. Paszczę rozwiera szeroko i wydaje skomlące dźwięki, zębami nie szkodzi. Ale przecież i nieznaczne jego ugryzienie jest szkodliwe. Szkoda jednak nie pochodzi z zębów, ale z tego, że pożera jadowite rzeczy. Smok trzyma się najwięcej w jaskiniowych skałach, szczególnie w ciasnych miejscach między skalnymi ścianami. Robi tak z powodu nadmiernej ciepłoty swojego ciała. Takie miejsca wyszukuje przede wszystkim wtedy, kiedy długo lata po kraju albo kiedy w lecie jest nadmiernie gorąco. W krainach, gdzie żyje, bywa też bardzo gorąco natychmiast po wschodzie słońca. Głosem i krzykiem straszy ludzi. Ludzie nie mogą wytrzymać jego spojrzenia i natychmiast umierają... Jeden rodzaj smoków nie ma nóg i pełza na brzuchu, a inny rodzaj, rzadszy, ma nogi."

Opis ten trochę odbiega od poprzednich i najbardziej kojarzy się z bazyliszkiem, którego w I w. opisywał rzymski historyk Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, którego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń. W księdze tej były opisane również smoki, który miały być największymi wrogami...słoni.

Koniec średniowiecza nie oznacza końca smoków, nadal znajdujemy wzmianki o nich u takich nowożytnych twórców jak:

- Konrad Gesner (1516-1565) - szwajcarski uczony, który podłożył podwaliny pod nauki przyrodnicze. Był autorem kilku dzieł, w których pisał o smokach, sklasyfikował smoki, podał ich różne opisy i miejsce bytowania, wspominał też o innych potworach, jak bazyliszek oraz siedmiogłowa hydra. Wizerunki i opisy smoków stworzone przez Konrada Gesnera stały się wzorem, na którym bezkrytycznie opierali się późniejsi badacze tematu smoków.

Smok

- Ulisses Aldrovandi (1552-1605) – włoski uczony, przyrodnik, autor „Monstrorum historia” – księgi o potworach.

Smok

 

- Athanasius Kircher - niemiecki teolog, jezuita, wynalazca, konstruktor i medyk. Kircher twierdził, że w świecie podziemnym , w korytarzach wulkanów żyją diabelskie istoty, a wśród nich są też smoki. Wskazywał on też na Alpy jako miejsce ich przebywania. Uważał, że skoro wielu autorów pisało o smokach to należy przyjąć, że one istnieją powoływał się też na autorytet Biblii. Jednym z jego argumentów na rzecz istnienia smoków był rzekomy szkielet jednego z nich znajdujący się wówczas w Rzymie w Muzeum kardynała Franciszka Barberiniego.

Smok

- Edward Topsell - angielski duchowny anglikański i pisarz, jeden z twórców podstaw nauki angielskiej. Jego dziełem jest „The History of four-footed beasts and serpents”, które zostało wydane w 1607 roku i wznowione w 1658 roku. Topsell informuje w nim, że istnieją różne rodzaje smoków na całym świecie, są tu nawet takie informacje, że smoki bardzo lubią jeść sałatę, ale unikają jabłek, ponieważ powodują one rozstrój żołądka.

Smok

 

O smokach wspominali w swych dziełach także m.in. holenderski zoolog Albertus Seba czy Johann Jakob Scheuchzer - szwajcarski przyrodnik, prekursor paleobotaniki, kartograf, lekarz, historyk i matematyk. Opisy znajdziemy też u polskich autorów tego okresu, według Jakuba Hauera „Smokowie rodzą się w Etiopijej, części świata Afryki, którzy są okrutni, jadowici, bystrzy, śmiali i natarczywi; wzrost abo wielkość ich w sobie, gdy jako ma być dorośnie, do podziwienia jest na łokci dwadzieścia, ma na sobie kudły kędzierzawe, żyje ścierwem różnym, gdy im już w którym miejscu nie stanie pożywienia, w dalszy kraj wędrują i pomykają się, dlatego z miejsca na miejsce przez różne wody, rzeki, jeziora płyną, łeb swój do góry jako wąż podniosszy.” Natomiast w pierwszej polskiej powszechnej encyklopedii wydanej w 1745 roku, której autorem jest Benedykt Chmielowski znajdziemy ilustracje takie jak „smoki rysowane z natury” czy „szkielet i rekonstrukcje smoka” jak i obszerne opisy: „SMOK jest także z Wężów rodzaju; gdy Wąż w miejscu ukrytym, wygodnym przez długość lat, do wielkiego przyjdzie wzrostu, nawet i skrzydła mający, nie z piór morę Ptaków, ale z błonek i skóry jak nietoperz. Natale solum daje mu Pliniusz Murzyńską Ziemię. Ex mente Kirchera rodzą się SMOCY jako i inne Monstra z pomieszania nasienia circa coitum. Gdzie Orłów i Sępów wiele, tam mało tych strasznych bestii, Teste Kirchero. DRACO u Greków nazwany od widzenia bystrego i czujnego.”

 Od ok. połowy XVIII wieku upadła wiara w istnienie smoków i zaprzestano o tym pisać w ramach nauk przyrodniczych. Przyczyniła się do tego Wielka Encyklopedia Francuska, w której jasno napisano, że smoki to istoty bajeczne.

O ile w starożytności i średniowieczu opisywano smoki jako coś namacalnego i znanego powszechnie, w nowożytności pisano o nich powołując się na wcześniejsze źródła, brak jednak opisów bezpośrednich spotkań. Czy to oznacza, że we wcześniejszych epokach cechowała ludzi większa wyobraźnia? A może smoki wyginęły pod koniec średniowiecza? Lub stały się bardzo rzadkimi okazami?

Jak podają w swojej książce "The Book of the Dragon" Judy Allen i Jeanne Griffith, jedną z jaskiń niedaleko Rzymu zamieszkiwał w 1691 r. potwór określany jako "skrzydlaty smok", który podobno miało terroryzować okolicznych mieszkańców. W posiadaniu niejakiego Ingegniero Cornelio Meyera zachował się jedyny sporządzony przez niego w tamtym okresie szkic, przedstawiający szkielet owego stworzenia. W 1998 roku John Goertzen zidentyfikował je jako gatunek znany pod nazwą "Scaphognathus Crassirostris", czyli pterozaur z rodziny Rhamphorhynchoidea. „Dokładny opis skóry powyższego zwierzęcia, kształt płatów na głowie, uszy oraz dokładny kształt błony na skrzydłach dowodzi, iż nie mamy tutaj do czynienia z rysunkiem skamieniałości, ale realnymi resztkami ciała po żyjącym w tamtym czasie stworzeniu." Czy to możliwe, że pojedynczy przedstawiciele gatunków uznanych za dawno wymarłe mogli przetrwać? Istnieje jeszcze kilka historii, które mogą popierać tę tezę.

Wspomniany już Athanasius Kircher w 1678 roku w swojej książce „Mundus Subterraneus” opisał dzieje pewnego mężczyzny o imieniu ‘Winkelried’, który miał rzekomo zabić smoka w czasie budowy swojej osady na terenie Szwajcarii. Zamieszczony w książce przez Kircher’a rysunek owego smoka okazał się być tyle przekonujący, że nawet słynny niemiecki paleontolog Peter Wellnhofer opublikował go w swojej książkce „Wielka encyklopedia pterozaurów” z 1993 roku (strona 20), jako najprawdopodobniej bazowaną na przypadkowo odkrytych skamieniałych szczątkach pterozaura z okresu Mezozoiku.

Zachodnioamerykański historyk Mari Sandoz napisał o "latającym wężu", który był widziany nad Missouri przez pasażerów parowca w latach 50-tych XIX wieku. Dekadę później, w latach 60-tych, doniesienia z czasów wojny secesyjnej informowały o zestrzeleniu przez żołnierzy Unii kilku wielkich, nieznanych nauce ptaków, nazywanych przez miejscowych "ptakami gromu" (Thunderbirds). Z tego okresu zachowało się kilka fotografii, przedstawiających żołnierzy z martwym stworzeniem bardzo przypominającym pterodaktyla.

Znaleziony pterodaktyl

W 1923 roku pewien przyrodnik o nazwisku Frank Melland napisał książkę na temat wierzeń i obyczajów plemienia Kaonde zamieszkującego tereny dzisiejszej Zambii. Opisał on w swoim dziele pewne spotykane w tamtym regionie, rzekomo bardzo niebezpieczne zwierzęta, określane mianem 'Kongamato' (zgniatacze łodzi). Według zebranych przez niego relacji i opisów, stworzenia te traktowane są przez lokalne plemiona jako niezwykle uporczywe szkodniki, a opisywane są jako latające stwory bez piór, o gładkiej skórze koloru czarnego lub czerwonego, o rozpiętości skrzydeł 4-7 stóp i posiadające długi dziób pełen ostrych zębów. Według relacji bestie te są podobno niezwykle agresywne, wielokrotnie miały one atakować i wręcz wywracać łódki rybackie pływające po rzekach oraz bagnach w dystrykcie Mwinilunga w zachodniej Zambii, niedaleko granicy Kongo i Angoli. Zdarzały się również rzekomo przypadki pożywiania się przez Kongamato wygrzebywanymi spod ziemi zwłokami zmarłych oraz ataki ludzi, którzy tylko ośmielili się na nie popatrzeć. Członkowie lokalnego plemienia Kaonde, którym przedstawiono książkę z ilustracjami pterozaurów, zgodnie identyfikowali Kongamato jako przedstawiciela gatunku Pterodactylus, żyjącego niegdyś na terenie Europy i Afryki, wymarłego (według oficjalnego stanowiska współczesnej paleontologii) w okresie późnej Jury.

Pterodaktyle

 

W latach 1932-33 miała miejsce ekspedycja do Afryki Zachodniej, wysłana przez British Museum, na której czele stał Ivan Sanderson, znany pisarz i zoolog. W dzienniku wyprawy zanotował on spotkanie z pewnym tajemniczym, niezwykle interesującym stworzeniem, które zaatakowało go wieczorem podczas polowania nad rzeką. Według opisu Sanderson'a napotkane zwierzę było niezwykle agresywne, posiadało "wielkie, czarne, podobne do Draculi skrzydła, wydające dźwięk 'shss-shssing' ", oraz „dużą paszczę najeżoną ostrymi zębami". Podobnych relacji, opisujących spotkania ze zwierzętami przypominającymi pterozaury aż po dziś dzień jest bardzo wiele, z czego najwięcej pochodzi od tubylczych plemion afrykańskich z okolic Zambii, Kenii, Rodezji, Zimbabwe, Angoli, Namibii, Tanzanii oraz Kongo - zarówno z terenów lesistych, jak i pustynnych.

W roku 1956 inżynier J.P.F. Brown twierdził, że widział Kongamato nad jeziorem Bengwelu, niedaleko miasta Fort Rosebery w Zambii (dawnej Północnej Rodezji). Według jego relacji, około godziny 6 wieczorem zauważył przelatujące powoli nad jego głową dwie istoty wyglądające na prehistoryczne, z których każda miała skrzydła o rozpiętości ok. 1 m, długi cienki ogon oraz cienką i wąską głowę, którą Brown przyrównał do wydłużonego psiego pyska. Długość całkowita zwierzęcia wynosiła ok. 1,5 m. Rok po tym wydarzeniu (w 1957 r.), w tym samym regionie, do szpitala w Fort Rosebery trafił pacjent z cieżkimi obrażeniami torsu, który twierdził, iż został zaatakowany przez ogromnego ptaka na bagnach Bengwelu. Pacjent został poproszony o narysowanie zwierzęcia, które spowodowało tak poważne obrażenia. Ku zdziwieniu wszystkich, poszkodowany oddał lekarzom szkic stworzenia o wiele bardziej przypominającego swoją budową pterozaura niż jakikolwiek możliwy do spotkania w tamtym regionie gatunek ptaka. Niestety nie przetrwały do dziś żadne szczegółowe informacje ani też kopie wspomnianego rysunku.

Czy istnieje szansa, że na Ziemi występują nadal lub do niedawna występowały pterodaktyle? Argumentem za może być fakt, że takie rzeczy się zdarzają. 22 grudnia 1938 roku południowo-afrykańskie morze wyrzuciło na brzeg trzonopłetwą latimerię, która rzekomo wymarła mniej więcej w tym samym czasie, co dinozaury. Jak się okazało około 1000 dorosłych osobników latimerii zamieszkuje dziś jaskinie w szelfach Oceanu Indyjskiego.

Latimeria

 

Co do smoków, jedno jest pewne. W ich kwestii nic nie jest oczywiste. Od lat mamy na ich temat więcej pytań niż odpowiedzi i niezależnie od tego, czy faktycznie istniały w takiej formie jaką znamy, a nawet przetrwały do dziś, czy są niewymarłymi dinozaurami lub innymi gatunkami, czy wreszcie nigdy nie istniały i są tylko hybrydą ludzkich doświadczeń i wyobrażeń, prawdopodobnie nie przestaną nigdy istnieć w naszych głowach i rozbudzać naszej wyobraźni.


JumperCzy zastanawiałeś się kiedyś, jak świetnie byłoby móc w jednej chwili być w Ameryce, a za parę minut zwiedzać Japonię? Brzmi niewykonalnie, prawda? Jednak taką możliwość otwiera przed nami teleportacja, która przewija się w niejednym fantasy.

Dobrym przykładem umieszczenia tego motywu w powieściach może być „Harry Potter”. W Hogwarcie istnieją bowiem trzy metody teleportacji. Jedną z nich jest używanie „świstoklika”, którym może stać się dowolny, specjalnie zaczarowany przedmiot. Kolejnym sposobem jest przemieszczanie się przy pomocy proszku Fiuu, wrzucanego do kominka. Najbardziej tradycyjną teleportacją, jest  przemieszczanie się przy użyciu woli i intensywnym skupieniu się na miejscu docelowym. Tę sztukę pojęli jedynie najbardziej doświadczeni czarodzieje.

Motyw teleportacji przewija się także w „Arivaldzie z Wybrzeża” Jacka Piekary. Tutaj główny bohater przemieszcza się między wymiarami wbrew swej woli. Trzy, uwięzione w pięknym zamku, księżniczki wysyłają mu wiadomość przenoszącą go do ich siedziby, z której nie ma wyjścia. Odwrócić sytuację mogą jedynie biegli w trudniejszych czarach magowie.

Kolejną powieścią, gdzie teleportację ukazano w bardzo ciekawy sposób, jest "Porta Coeli. Brama Światów." Susany Vallejo. Główni bohaterowie: Bernardo i Yebra odkrywają przed nami możliwości międzywymiarowej wędrówki. Dzięki niezwykłej księdze otwierają przejście do innego świata, który przedstawiony jest niczym raj. Samo przekroczenie bramy jest niezwykle niebezpieczne i bolesne. Ową "bramę" stanowi bowiem masa wirów powietrznych, które wciągają wędrowców w sam środek żywiołu i niemalże rozrywając ich ciała przerzucają na drugą stronę. Tylko osoby zdolne poddać się tej sile, bezpiecznie przekraczają granicę.

Teleportacja stała się tematem filmu „Jumper” Douga Limana, w którym to bohaterowie posiadają umiejętność przeskakiwania ogromnych odległości. Nastolatek, będący główną postacią, wykorzystuje tę niezwykłą zdolność do odnalezienia zabójcy swojego ojca. Tak, jak w przypadku „Harrego Pottera”, tu również teleportacja wykorzystywana jest przeważnie w dobrym celu.

Jednak, czy w realnym świecie, możliwe jest teleportowanie się? I tak i nie, ponieważ udowodniono już, że wykonalna jest teleportacja informacji zmienionej przez teleporter w strumień światła. Za to przesyłanie w inne miejsce materii nie jest wykonalne ze względu na inwazyjność tej metody. Niestety, to co dostajemy po przesłaniu przez machinę, nie jest oryginalnym produktem, lecz jego idealną kopią. Wysłana przez nią materia zostałaby zniszczona, by w odwzorowanej formie trafić w inne miejsce.

Badania nad teleportacją prowadzono już od dawna. Najbardziej znany eksperyment został przeprowadzony w 1943 r. przez Marynarkę Stanów Zjednoczonych i miał dowieść  prawdziwość teorii Alberta Einsteina, mówiącej o istnieniu jednobiegunowego pola magnetycznego. Miało to umożliwić odchylenie promieni świetlnych w celu zakamuflowaniaProszek Fiuu- statków. Sam eksperyment zakończył się dość niespodziewanie, gdyż, jak podają świadkowie, poddany próbie statek zniknął we mgle i rzekomo uległ teleportacji.

Od jakiegoś czasu, po Internecie krąży filmik z kamery przemysłowej w Chinach, ukazujący niezwykłą scenę teleportacji rowerzysty narażonego na zderzenie z ciężarówką. W teleportacji pomaga mu postać kobiety obdarzonej tą niezwykłą umiejętnością. Niektórzy podejrzewają ją o bycie aniołem. Ciężko powiedzieć ile jest w tym prawdy, w końcu żyjemy w czasach Photoshopa i rozwiniętej obróbki filmowej.

Jak widać teleportacja, spotykana do tej pory jedynie w dziełach science fiction, bądź fantastycznych, powoli wkracza do naszego świata. Choć na razie naukowcom udało się przesłać tylko (lub aż) informację, to przy dzisiejszym, ogromnym postępie technicznym, może okazać się, że lada dzień sami będziemy mogli przemieszczać się między najodleglejszymi zakątkami globu w zaledwie kilka sekund.

 

 

A oto link do filmiku, o którym wspomniałam w artykule: Teleportacja w Chinach

 

 


Kot z Chesire z AlicjąJak często w powieściach czy filmach spotykamy się z motywem przejścia ze świata realnego do bajkowej krainy? Czy te wędrówki są tylko pretekstem do rozwinięcia wątku fantastycznego? A może kryje się za nimi coś innego? Te pytania sprowokowały mnie do zastanowienia się nad sensem ucieczek do świata fantastycznego w utworach fantasy. Postanowiłam wziąć pod pióro cztery dzieła: dobrze znaną „Alicję w krainie czarów” Lewisa Carrolla, „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa, „Piotrusia Pana” J.M. Barriego, a także film animowany reżyserii Tima Burtona- „Koralina i tajemnicze drzwi”.

Na początek zastanówmy się jak wygląda życie bohaterów przed odkryciem przejścia do niezwykłej krainy. Zacznijmy od „Alicji w krainie czarów”, która to jak dowiadujemy się z powieści prowadzi normalne, spokojne i nieco nudne życie dobrze wychowanej dziewczynki. Z powieści wiemy też, że mała odkrywczyni jest dociekliwą osóbką, która w domu rodzinnym dowiaduje się wielu rzeczy o świecie, choć nie zawsze właściwie je interpretuje. Wiadomym jest również, iż jest pilną uczennicą, której nie straszne są nawet najdłuższe deklamacje. Jak kwestia przeszłości ma się u czwórki bohaterów „Opowieści z Narnii”? Zupełnie inaczej. Świat realny, w którym żyją: Zuzanna, Piotr, Edmund i Łucja wypełnia strach przed trwającą wojną i ryzyko utraty najbliższych. Dzieci, chronione przez mamę, trafiają z bombardowanego Londynu na wieś, do domu pewnego Profesora. Choć boją się, próbują prowadzić spokojne, pełne zabawy i radości życie. Chwile tęsknoty nie do końca im to jednak umożliwiają. A co z Piotrusiem Panem? Jak wygląda jego życie przed wędrówką do świata fantastycznego? Otóż nasz bohater będąc jeszcze niemowlęciem, jak opowiada „dzień po narodzinach”, ucieka z domu rodzinnego, by zamieszkać wśród wróżek. Niewiele więc możemy dowiedzieć się o jego życiu w realnym świecie. Jest jeszcze jedna postać, którą według mnie warto tutaj przytoczyć- Koralinę, bohaterkę animacji Tima Burtona. Koralina jest żywiołowym dzieckiem mieszkającym z rodzicami- ogrodnikami, którzy z ogrodem mają wspólnego tyle co świnie z lataniem. Z filmu dowiadujemy się, że nasi ogrodnicy są strasznymi pracoholikami (zajętymi pisaniem o ogrodach) nie mającymi czasu dla swej jedynej córki. Ta chcąc zwrócić uwagę najbliższych dopuszcza się różnych psot, łącznie z nieumyślnym poparzeniem dłoni. Warto też wiedzieć, że miejscem, w jakim po raz pierwszy spotykamy się z dziewczynką, jest dom świeżo zamCoralina z ieszkany przez Koralinę i jej opiekunów. Bohaterka postawiona jest w patowej sytuacji: nie ma przyjaciół, otaczają ją bardzo „specyficzni” sąsiedzi, a rodzice od rana do wieczora nie spuszczają wzroku z ekranu komputera. Jedyną osobą, z którą czasem rozmawia jest Wybie- chłopiec w jej wieku mieszkający nieopodal.

Znamy już zarys życia codziennego bohaterów, jednak co tak naprawdę skłania ich do podróży w świat fantastyki? A może jest to zwykły przypadek? Na pewno przypadkiem nie jest wędrówka Alicji. Dziewczynka kierowana ciekawością i chęcią przeżycia przygody z pełną premedytacją wyrusza w pogoń za Białym Królikiem. Nie ma znaczenia dokąd trafi, ważniejsze, że jest to ciekawsze od marudzenia przy czytającej „nudną książkę” siostrze. Pchana żądzą rozrywki Ala trafia do króliczej nory, którą spada godzinami, by ostatecznie dotrzeć do Krainy Czarów. Przypadkiem poniekąd było za to odkrycie Narnii przez rodzeństwo. Jako pierwsza do równoległego świata wędruje Łucja, która podczas zabawy w chowanego ukrywa się w szafie- tajemnym przejściu. Dziewczynka informuje resztę o swojej przygodzie, lecz stąpający twardo po ziemi bracia i siostra nie chcą uwierzyć w istnienie baśniowej krainy. Jako drugi trafia do niej Edmund, który wodzony chęcią odkrycia tajemnicy udaje się za Łucją. Pozostała dwójka niedowiarków, wraz z naszymi odkrywcami, wpada do Narnii przypadkiem, podczas ucieczki przed gospodynią. Jak więc widać, tylko jednym z dzieci kieruje ciekawość, reszta odkrywa fantastyczny świat zupełnie przez przypadek. A jak podróż wygląda u Piotrusia Pana? Jest dość krótka, ponieważ chłopiec z pełną świadomością wybiera się do Nibylandii, która prawdopodobnie istnieje tylko w jego wyobraźni. To niechęć do dorastania i stania się mężczyzną kieruje go do świata wróżek. Ucieka przed tym co nieuniknione tworząc swoją przestrzeń. Czymże w takim razie sugeruje się Koralina wybierając  fantastyczną krainę? Cóż, w jej przypadku jest to dość oczywiste, brak zainteresowania ze strony rodziców popycha dziewPiotruś Pan w Nibylandiiczynkę ku niewielkim drzwiom prowadzącym do drugiego domu. Tęsknota za uwagą otoczenia, za zabawą i możliwością bycia dzieckiem w pełnym tego słowa znaczeniu wpływa widocznie na decyzje bohaterki, która decyduje się żyć w obu światach równocześnie.

Każde z czterech fantastycznych miejsc ukazanych w owych dziełach jest zupełnie różne. Krainę Czarów, w której znalazła się Alicja wypełnia mnóstwo osobliwości: Kapelusznik, Kot z Cheshire czy dziecko-prosię. To właśnie one budują niecodzienny klimat tego miejsca. Gdyby nie ukazanie mieszkańców, Kraina Czarów niewiele różniłaby się od zwykłego miasteczka. Postaci te cechuje niezwykłe przerysowanie, każdy z przymiotów, którymi się odznaczają jest zwielokrotniony, tak więc kot potrafiący się uśmiechać ma uśmiech większy niż cała głowa, kucharka, która do każdej z potraw dodaje za dużo pieprzu robi to w taki sposób, że przyprawa unosi się chmurami po całym domu, a despotyczna Królowa każe obcinać głowy wszystkim i wszystkiemu co stanie przed nią. Również sytuacje, z którymi spotyka się Alicja podczas pobytu w Krainie Czarów są tak nierealne, że dziwnym jest jej stosunek do nich. Dziewczynka przyjmuje do wiadomości istnienie cudów z niebywałą nonszalancją. Także mieszkańcy niespecjalnie przejmują się obecnością gościa ze świata na górze. Zupełnie inna jest  Narnia stworzona przez C.S. Lewisa. Kiedy zderzamy się z nią po raz pierwszy, wita nas pokrywą śniegu, uczuciem lęku wyłaniającym się z każdego zakamarka i stworzeniami, choć fantastycznymi, to jednak bardzo ludzkimi. Krainą włada Biała Czarownica, która, gdyby nie posiadała magicznych mocy, mogłaby być uznana za zwykłego, może lekko sfiksowanego na punkcie władzy człowieka. Również Aslan: ogromny, władczy lew, czy mówiąca rodzina bobrów, posiadają dużo cech człowieczych. Może dlatego bardzo szybko stają się bliskie dzieciom, które spotykają je podczas swej wędrówki. A jak wygląda Nibylandia? Jest to bajeczna kraina rojąca się od wróżek i piratów. Idealnie pasuje do wyobrażeń dziecięcych. Piotruś Pan, który dowodzi na niej grupce Zaginionych Chłopców jest niejako stróżem wyspy chroniącym wróżki i dzieci przed złymi piratami. Cóż więc dziwnego, że nie chce opuszczać miejsca, w którym może na zawsze pozostać młody, a do tego podziwiany dzięki swojej odwadze? Świat Koraliny różni się wyraźnie od wyobrażenia Piotrusia Pana. Fantastyczną krainą, do której ucieka, jest drugi dom w równoległym wymiarze. Za każdyŁucja przed szafą prowadzącą do Narniim razem kiedy wędruje do niego, a robi to codziennie, czekają na nią „drudzy” rodzice z mnóstwem prezentów i smakołyków. Dziewczynka odnajduje u nich to czego nie dostaje od prawdziwych rodziców: mnóstwo uwagi i ciepła. Świat ten jednak jest bardzo abstrakcyjny. Każdy jego mieszkaniec zamiast oczu ma guziki i sterowany jest przez pajęczycę polującą na dzieci. Brzmi przerażająco? Nie dla Koraliny, która przez większość czasu nie dostrzega dziwnych zachowań i wyglądu owych postaci.

Wydawać by się mogło, że fantastyczne krainy, do których trafiają bohaterowie, są miejscami o wiele lepszymi niż realny świat. Ale czy postanawiają oni w nich pozostać? Nie zawsze. Tak jest w przypadku Alicji, której czarodziejska kraina przestaje się podobać. Dziewczynka po pewnym czasie  nie czuje się dobrze pośród tak odmiennych od niej stworzeń. A sąd, przed którym ją postawiono, wzmaga chęć powrotu. Wtedy Alicja po prostu się budzi i znajduje w realnym świecie. Tak, tak, Kraina Czarów jest tylko (lecz czy aby na pewno?) snem. Koralina również dostrzega, że świat, który ją tak pochłania nie jest idealny. Jej sytuacja okazuje się być o wiele bardziej drastyczna niż Alicji. Dlaczego? Otóż otrzymuje ultimatum, jeśli chce żyć w takich „świetnych” warunkach u drugiej rodziny musi dać sobie przyszyć guziki na miejsce oczu. Wtedy rozumie, że coś jest nie w porządku. Wiele niefortunnych zdarzeń, w tym spotkanie duszyczek uwięzionych dzieci czy porwanie prawdziwych rodziców utwierdza ją w przekonaniu, że pora zerwać z fantastycznym światem raz na zawsze. Koralina pokonuje więc złą pajęczycę, uwalnia rodziców i dzieci i powraca do prawdziwego domu. Jednak nie każdy bohater chce powrotu do domu. Tu przykładem jest czwórka rodzeństwa wędrującego po Narnii. Edmundowi, Łucji, Zuzannie i Piotrowi całkiem nieźle powodzi się w owej krainie. Dzięki odwadze i waleczności, jaką wykazują podczas walki ze złą królową, zostają obdarzeni koroną, a ich dni mijają na władaniu i zabawach. Mija wiele lat, a bohaterowie zapominają o świecie z jakiego pochodzą. Przypadek sprawia, że na nowo odkrywają starą szafę z jakiej przeszli do Narnii i wracają do domu Profesora. Jak się okazuje, powracają do czasu sprzed uwolnienia swego królestwa, czyli do dzieciństwa. Wtedy stają przed pytaniem, w którym świecie żyć. A co z Piotrusiem Panem? Czy powrócił z Nibylandii? Nie, chłopiec pozostał w krainie ze swojej wyobraźni. Lęk przed dorastaniem nie pozwolił mu opuścić miejsca, w którym mógł być taki jaki chciał, mimo że to mogło wiązać się z utratą wielu perspektyw z życia mężczyzny.

 

Jak widać wędrówkiDwa światy do świata fantastycznego mogą wyglądać różnie, raz są przypadkowe, innym razem zaplanowane. Również krainy, do których podążają bohaterowie mają odmienny wygląd. Niekiedy wyglądają jak kopia naszego świata, czasem są zupełnie abstrakcyjne. A postaci je zamieszkujące? Są tak różne jak różni są ludzie na Ziemi. Jednak jest jedna cecha łącząca podróże do owych krain- chęć ucieczki. Można uciekać przed wojną, brakiem uwagi, dorosłością i odpowiedzialnością, a niekiedy nawet przed nudą. Niezależnie od powodu, kraina, do której zmierzamy staje się naszą oazą. Zdarza się, że zamiast nas chronić daje nam lekcję życia, tak jak Koralinie i jej rodzicom, którzy zaczynają cieszyć się swoją obecnością. Są przypadki, kiedy chroni nas i pozwala zapomnieć o lęku jak w przypadku dzieci z Narnii. A niekiedy zagarnia nas tak bardzo, że nie chcemy się uwolnić, tu przykładem doskonałym jest Piotruś Pan. Niezależnie od naszych lęków, smutków czy radości, każdy z nas ma swój świat, do którego czasem zdarza mu się uciekać od codzienności. Bo wszyscy potrzebują raz na jakiś czas pobujać w obłokach i odpłynąć do świata fantastycznego, nieprawda?

OrkŚwiat fantasy jest obfity w przeróżne stworzenia, które są jego kluczowym elementem i w znacznej mierze nadają mu swój niepowtarzalny klimat. Większość z nich posiada charakter zbliżony do człowieka, lecz pewne cechy są mocniej uwydatnione, a inne prawie znikome. Każdy z nas mógłby dobrać sobie fantastycznego przedstawiciela, który reprezentuje swoją naturą podobne wartości. Poświęćmy chwilę istocie, z którą raczej nikt nie chciałby się utożsamiać – czy na pewno tak jest?

Wielu czytało trylogię J. R. R. Tolkien’a pt. „Władca Pierścieni”, a jeszcze więcej oglądało jej ekranizację.  W przedstawionym świecie występuje mnogość potworów walczących w imię zła, a  ze względu na powszechność występowania, na ich czele z pewnością stoi ork. Jest to rasa celowo splugawiona i wyhodowana do niszczycielskich celów, prawdopodobnie z elfów, dawno przed czasem, w którym toczy się akcja. Ciała orków są mocno zdeformowane, skóra prawie każdego koloru tęczy i ogólnie sprawiają wrażenie, jakby się mieli zaraz rozłożyć. Siłą nie dorównują ludziom, a po ich pierwowzorach pozostały jedynie szpiczaste uszy – o ile w ogóle pozostały. Jeśli chodzi o zdolności intelektualne, to są one raczej niewielkie. Tworzą prymitywne szczepy pod przewodnictwem zwykle najgroźniejszych osobników, które walczą między sobą, a jedynym co może ich zjednoczyć jest nienawiść do innych stworzeń zamieszkujących Śródziemie oraz twarda ręka mrocznego władcy. Ich ulubionym zajęciem jest walka, która niestety również nie idzie im zbyt dobrze, gdyż w starciu z ludźmi, elfami lub krasnoludami padają całymi chmarami, a pozbawieni dowództwa szybko pierzchną z pola bitwy. Tolkien prezentuje nam więc orka jako żałosną kreaturę, która jest ucieleśnieniem i wykonawcą większości zła panującego w jego fantastycznym świecie. Czy ten przypuszczalnie najbardziej znany wizerunek przesądza o wszystkim?

Orkowie - Władca Pierścieni

Przyjrzyjmy się teraz jak wygląda sytuacja w fantastycznych światach gier fabularnych. Taką rozgrywkę zwykle zaczynamy od stworzenia własnej postaci i tu – o zgrozo! – wiele tytułów umożliwia nam wybór orka lub jego krzyżówki z człowiekiem, jako rasę naszego bohatera lub frakcji. Czy to oznacza, że wśród szlachetnych elfów, wojowniczych krasnoludów i sprytnych niziołków, twórcy proponują nam taką nikczemną miernotę? Nic bardziej mylnego.

W serii „The Elder Scrolls”, tworzonej przez studio Bethesda Softworks, obraz orka zmienia się diametralnie. Jest on masywnej postury. Pod zielonkawą skórą prężą się silne mięśnie, niczym u barbarzyńców z Cymerii. Tym razem przypomina bardziej solidną skałę niż rozkładające się ciało. Wciąż nie należy do najładniejszych, ale jego wygląd z pewnością się poprawił.  Przedstawiciele tej rasy nie dorównują inteligencją ludziom, jednak potrafią już stworzyć hierarchiczną społeczność z podziałem na funkcje. Ponadto są szanowani za swój fach do rzemiosła, który nie ma sobie równych w świecie Tamriel. Nawiązują życzliwe stosunki z innymi ludami oraz asymilują się we wsiach i większych miastach. Natomiast nie uległo zmianie zamiłowanie orków do walki. Tym razem są świetnymi wojownikami, którzy nader wszystko cenią zasady. Honor, duma i godność są to postawy, do których dąży każdy z nich. Niełatwo też zasłużyć na ich zaufanie, gdyż trzeba odznaczyć się właśnie takimi cechami.

Podobny wizerunek tychOrk - The Elder Scrolls - Skyrim stworzeń spotykamy w  grach takich jak „Warcraft”, „Sacred” i „Gothic”. W każdej z nich orkowie toczą boje z innymi rasami, co czasem jest też motywem przewodnim. Sytuacja jest jednak nieco bardziej skomplikowana niż w dziele Tolkiena. Istnieje zróżnicowanie wewnętrzne, które nie pozwala nam ich określić w całości jako istoty dobre, czy złe. Część cechuje bezwzględna agresja, która wynika z obustronnej nienawiści do różnic rasowych i kulturowych. Innych natomiast odznacza rozwaga i chęć porozumienia. Ci drudzy ostrożnie nawiązują kontakty i stosunki dyplomatyczne.
Tworzą cywilizacje prawie dorównując
e ludzkiej. Technologicznie sprawa wygląda bardzo różnie. O ile w „Sacredzie” orkowie zamieszkują w kilku wioskach i niewielkim mieście, w „Warcrafcie” raczej przemieszczają się całą hordą i zakładają osady w aktualnym miejscu pobytu, tak w „Gothicu” budują miasta i wznoszą świątynie oraz potrafią tworzyć potężne machiny wojenne.

Warto zwrócić uwagę na ich stosunek do natury. Szanują przyrodę, uczą się korzystać z jej siły i czerpią z niej w umiarze, czego nie można powiedzieć o wielu z nas.

Skoro dowiedzieliśmy się już, że te humanoidalne stworzenia stawiają swoje miejsca kultu, to możemy od razu wywnioskować, że mają również własne wierzenia. Przewodnikami duchowymi są szamani, którzy są utalentowani w wielu dziedzinach oraz potrafią władać magią.

Podsumowując, ciężko uznać orka za postać, z którą chcielibyśmy się identyfikować. Wyglądem budzi odrazę i przerażenie. Łatwo wziąć go za prymityw. W większości tworów fantastycznych ma oddźwięk negatywny jako wróg rodzaju ludzkiego. Niełatwo jest dostrzec, że często występuje jako dumny wojownik, z odwagą walczący w imię zasad, które przecież tak cenimy.
Biorąc pod uwagę zarówno zalety jak i wady, czy my sami nie miewamy w życiu momentów, w których zachowujemy się jak ork?

 

Bardzo często, kiedy myślimy o fantastyce, przed oczami stają nam półki pełne książek, sceny z kultowych filmów czy też gry wideo. Fantastyka nie ogranicza się jednak tylko do powieści i ruchomych obrazów. Nurt ten zaobserwować można także na nieruchomym obrazie- w malarstwie, fotografii czy grafice.

Choć fantastyka nie kojarzy się jednoznacznie z malarstwem, to jej elementy możemy zauważyć już w obrazach o tematyce mitologicznej. Pierwsze z nich powstawały w okresie antycznym. Na płótnach często pojawiały się wtedy Amory, Pegaz i wszelkie mitologiczne istoty.

 

       Kupidyn;                              

          Kupidyn z obrazu "Porwanie Heleny" Guido Reni          "Meduza z odciętą głową przez Perseusza" Edward Burne-Jones

                                                  

Przez lata motywy te powielano dorzucając do puli coraz nowsze stworzenia, m.in. smoki, które często przewijały się na obrazach wraz ze świętymi.

 

                                             Miniatura z żywota św. Klemensa

              "Św. Jerzy zabijający smoka" Juliusz Kossak                                     Miniatura z żywota św. Klemensa

 

Z czasem malarze zaczęli tworzyć na płótnach całe fantastyczne pejzaże, nie ograniczając się tylko do jednego elementu. Taki artystą był chociażby Grek- Tilemachos Pilitsidis, znany jako Telemach.

 

           Pejzaż Telemach                          

 

Mówiąc o malarstwie fantastycznym nie można nie wymienić , chyba najważniejszego twórcy tego gatunku- Zdzisława Beksińskiego. Każdy obraz osadzony jest w wyobrażonym świecie artysty, oderwanym znacznie od rzeczywistości. Jego dzieła emanują niepokojem, co widać szczególnie na twórczości z lat 60-tych, 70-tych. Beksiński skupiał się wtedy na postaciach.

 

        Zdzisław Beksiński                    Zdzisław Beksiński

 

Fantastyka bardzo mocno osadziła się w grafice komputerowej. Głównie za sprawą gier elektronicznych, które pod względem obrazu dopracowuje się, z każdym nowym tytułem, coraz bardziej.

Nie zapominajmy jednak, że grafika to nie tylko gry, lecz chociażby oprawy książek, które rozwijały się jeszcze dużo przed twórczością komputerową jaką znamy dziś. Jednym z artystów rysujących okładki był Frank Frazetta. Tworzył on ilustracje do Conana Barbarzyńcy.

 

                                        

                 "Conan the Barbarian" Frank Frazetta                                             "Sorcerer" Frank Frazetta

 

Bardzo popularne są także grafiki Josh’a Kirby ilustrującego „Świat Dysku” Terry’ego Pratchetta.

 

             

                     Okładka książki "Kosiarz" T. Pratchett'a                                         Okładka książki "Maskarada" T. Pratchett'a

 

Książki ilustrował również Michael Whelan. Spod jego ręki wyszło ponad 350 okładek.

 

                              

                            "Eric Demonslayer"                                                                        "Dragonsbane"

 

Nie można zapominać o twórcach grafik do gier bez prądu. Jednym z nich był Larry Elmore, ilustrator kultowej gry fabularnej Dungeons & Dragons.

 

                                  

                            "Crimson Dawn"                                                                                       "Castle of Deception"

 

Kolejnym autorem obrazów do gier, m.in. karcianki „Magic: The Gathering”, był Donato Giancola.

 

                        

                                      "Eowyn and the Lord of the Nazgul"

 

Fantastyka znalazła swoje miejsce także w rozległej dziedzinie, jaką jest fotografia. Wielu artystów postanowiło uciec w świat wyobraźni.

Przykładem takiej fotografki może być Annie Leibovitz, która stworzyła serię zdjęć opartą na Disney’owskich postaciach.

 

      Annie Leibovitz          

 

Na uwagę zasługują również fotografie Kirsty Mitchell, która wykonała kilka ciekawych, fantastycznych albumów, m.in. Wonderland.

 

                Kirsty Mitchell

 

Jak widać, fantastyka rozpowszechniła się nie tylko w świecie książek czy filmu. Bardzo dużo jej śladów znaleźć można również w innych dziedzinach sztuki. Nic dziwnego, w końcu mianem fantastyki określić można wszystko, co powstało w naszej wyobraźni i nie ma zbyt dosłownego odzwierciedlenia w świecie realnym.

 

 

 

Zachęcam Was również do zajrzenia na moją stronę- Fantimage, na której znajdziecie fotografie opierające się głównie na słowiańskich wierzeniach. Nie brakuje tam zjaw i fantastycznych postaci J

 

 Przyłożnik               Kania

 

WestworldSztuczna inteligencja – temat rzeka. Nad możliwością jej stworzenia ludzkość myśli od dawna, i choć rozważania te zaczęły najbardziej nabierać tempa w miarę rozwoju komputerów, nie oznacza to, że nie chodziły ludziom po głowach już wcześniej. Najlepszym tego przykładem niech będzie fakt, że tak powszechnie znane dziś określenie jak robot po raz pierwszy pojawiło się w dramacie R.U.R. (dzieło warte przeczytania, niestety, z nieznanych mi przyczyn, nie doczekało się polskiego wydania), napisanym przez czeskiego pisarza Karela Čapka w 1920 roku, czyli 16 lat przed tym, zanim Alan Turing wymyślił swoją maszynę Turinga, która stała się swego rodzaju pierwowzorem dla komputera.

Robot Čapka nie był jednak tym, co obecnie rozumiemy zwykle pod tym pojęciem, czyli maszyną zbudowaną z mechanicznych elementów, a organizmem żywym wytworzonym w laboratorium na podstawie wieloletnich badań nad innymi żywymi organizmami. W skrócie, historia dramatu przedstawia się następująco: naukowiec Rossum planuje stworzyć idealną kopię człowieka, po to żeby udowodnić, że nie ma boga, jednak „człowiek”, którego tworzy po latach badań, po kilku dniach umiera. Wtedy do akcji wkracza bratanek naukowca, który postanawia stworzyć maszyny pracujące – roboty, o mimimalnych potrzebach, wyposażone wyłącznie w elementy niezbędne do funkcjonowania. Te są wkrótce produkowane na masową skalę, doprowadzają do obfitości wszystkich dóbr i zastępują ludzi w każdej czynności. Tu jednak kończy się sielanka, bezproduktywni ludzie tracą możliwość rozmnażania się, pewien doktor wyposaża roboty w świadomość, a te uznają, że ludzie są bezużyteczni i należy ich eksterminować.

Widzimy więc, że czeski pisarz miał prawie 100 lat temu takie same obawy, jakie my mamy dzisiaj – że jeśli wyposażymy maszyny wydajniejsze od nas w świadomość, mogą one uznać nas za zbędny gatunek. „Człowiek – według Čapka – nie jest w stanie ani przewidzieć skutków swojej ingerencji w dzieło natury, ani też opanować jej rezultatów“. O ile jednak kilkadziesiąt lat temu były to rozważanie przede wszystkim dla twórców fantastyki naukowej (kolejny dobry przykład to Prawa robotów Asimova z 1942 roku), to dzisiaj tą kwestiąHotel obsługiwany przez maszyny zajmują się ludzie nauki i techniki. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Stephen Hawking, Elon Musk, czy Bill Gates żeby wiedzieć, że sprawa nie jest błaha. Ci dwaj pierwsi współuczestniczyli niedawno w tworzeniu 23 Zasad z Asimolar, które mają przygotować ludzkość na nadejście superinteligencji, czyli inteligencji znacznie przewyższającej najlepsze ludzkie umysły. Rodzi się pytanie, czy pojawienie się takowej jest faktycznie tylko kwestią czasu?

Wyścig w kierunku superinteligencji już się rozpoczął i uczestniczą w nim wszystkie czołowe światowe korporacje. Wiemy, że komputery potrafią już dziś przewyższyć nas w niektórych zadaniach logicznych, takich chociażby jak liczenie, gra w szachy czy Scrabble. Są w swych działaniach szybsze i dokładniejsze i w wielu czynnościach są w stanie nas zastąpić. Co rusz dochodzą do nas ze świata doniesienia o postępującej robotyzacji, w Japonii funkcjonuje już np. hotel obsługiwany przez maszyny. Wielu uważa, że świat, w którym większość pracy wykonują roboty, to kwestia kilkudziesięciu lat. Bill Gates np. jest zdania, że dla nas zostaną praktycznie tylko zawody wymagające ludzkiej empatii, a społeczeństwo powinno się utrzymywać m.in. dzięki opodatkowaniu pracy robotów. Innym, coraz częściej wymienianym, przyszłościowym źródłem utrzymania jest dochód gwarantowany, który dostawać miałby każdy. Wspomniany już wcześniej Musk uważa natomiast, że rozwiązaniem tego problemu jest cyborgizacja społeczeństwa, dzięki której mielibyśmy dotrzymać maszynom kroku.

Czy faktycznie za naszego życia doczekamy się świata, w którym nie trzeba pracować? Czy już za chwilę maszyny Transcendencjaprzegonią nas intelektualnie? Ciężko wyrokować, a jeszcze ciężej przewidywać, jak, jako ludzkość, zareagowalibyśmy na takie zmiany.


Nie wiem czy roboty kiedykolwiek osiągną naszą wszechstronność, ale nie muszą tego robić, by zastąpić nas w pracy. W końcu nie potrzebujemy, aby robot-taksówkarz potrafił też zrobić kanapkę. Na pocieszenie można powiedzieć, że już w erze rewolucji przemysłowej ludzie bali się, że zastąpią ich maszyny. Myślę też, że droga do superinteligencji jest jeszcze daleka, choć oczywiście mogę się mylić. W kwestii ewentualnych przeszkód możemy wiele dowiedzieć się z książki Kwintet w Cambridge, napisanej w wymyślonym przez autora gatunku – scientific fiction. To strawna popularnonaukowa pozycja, w której podczas wyimaginowanego spotkania w Cambridge w 1949 roku o wątpliwościach dotyczących myślącej maszyny rozmawiają ówczesne tuzy nauki.


Jedno jest pewne – jeśli superinteligencja się kiedyś narodzi, będzie to koniec świata, który znamy. Możliwe, że staniemy przed dylematami, przed którymi obecnie stają bohaterowie filmów i seriali: czy mamy moralne prawo wykorzystywać inteligentne maszyny zgodnie z własnym uznaniem? (Westworld, Humans) Czy możemy zaufać sztucznej inteligencji do złudzenia przypominającej człowieka? (Ex machina) Czy jesteśmy w stanie odgadnąć zamiary czegoś, co przewyższa nas inteligencją i czy ważniejszy jest postęp, czy niezależność? (Transcendencja

Szczególnie dwa ostatnie z wymienionych tytułów są według mnie warte uwagi. Mam nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele lat oglądania ciekawych produkcji o tej tematyce, zanim sami będziemy musieli zmierzyć się z podobnymi problemami.